10 gru 2013

Aniołek pełną gębą!

W ostatnią niedzielę odbył się chrzest naszego synka. Teraz jest już aniołkiem pełną gębą : -). Łatwo nie było…

Chrzest był dopiero o godzinie 13 i Leośko zdążył zaliczyć do tej godziny dwie drzemki. Bałam się, że będzie się domagał jedzonka w kościele. Na szczęście zjadł chętnie przed samym wyjściem. Gdy dojechaliśmy na miejsce, miał oczy jak pięć złotych, rozglądał się ochoczo po fascynującej go przestrzeni. Postanowił świadomie przeżyć to doniosłe wydarzenie. Właściwie później ogromnie żałowałam, że nie przytrzymaliśmy go rano ze spaniem. Byłaby jakaś szansa, że pospałby grzecznie w kościele. A tak…

Przez pierwsze 15 minut mszy był bardzo spokojny, bawił się grzecznie swoją zabawką. Ale później… zaczęło się. Chłopak dał nam popalić. Płakał, piszczał, wyrywał mi się, buciki fruwały. Nawet jego smoczuś poszybował kilka ławek dalej. Nie pomagało bujanie, kołysanie ani tulenie. Oj, nieźle się napociłam. Strasznie mi go było szkoda. Pierwszy raz od dawna czułam bezsilność – naprawdę nie miałam pojęcia, jak go uspokoić. Mam wrażenie, że synek nie zauważył nawet, kiedy ksiądz polał mu główkę wodą święconą – był wtedy zbyt zajęty wyrywaniem moich włosów i czymś na kształt próby ucieczki. Mogę śmiało powiedzieć, że nasz żywiołowy malec za wszelką cenę chciał uniknąć kontaktu z wodą święconą :-). Najlepsze jest to, że Leoś zaraz po tym, jak ksiądz go poświęcił, momentalnie się uspokoił i do końca mszy spał wtulony w moje ramiona. W tym czasie był chrzczony też drugi chłopczyk, w tym samym wieku co Leoś. Hmmm… Smacznie przespał całą ceremonię, nic go nie obudziło. Zaprawdę mówię Wam, reakcje dzieci na chrzest są różne, czasem bardzo zdumiewające:-).

Bardzo zbulwersowało mnie później to, co powtórzyła mi moja spostrzegawcza teściowa. Oczywiście jakaś „miła” starsza, moherowa pani, po tym jak po obrzędzie polania główki dziecka wyszliśmy z zapłakanym Leośkiem na dwór, rzuciła komentarz: No,  nareszcie wyszli. Wrrr! Co za bezczelna baba! Już ja bym jej powiedziała…

Było ciężko, ale dla mnie – mamy – było też wzruszająco. To była bowiem pierwsza tak ważna uroczystość naszej pociechy.

PS 1. Po ceremonii miała miejsce imprezka. Leonek tak się w kościele zmęczył, że przespał jej połowę :-).

PS 2. Nie zabrakło tortu z dekoracją w postaci ślicznych niemowlęcych bucików - z lukru plastycznego rzecz jasna :-)

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz