11 lut 2014

Bajka o usypianiu

maskotki

Dawno, dawno temu w starej kamienicy mieszkał sobie mały Leoś. Kiedy przychodził wieczór, tata kąpał Smyka, a mama ubierała go w piżamkę i kładła do łóżeczka spać. Nakrywała mu lekko oczka pieluszką i Smyk po kilku minutach zasypiał sam. Jakiś czas później mama w przypływie swej matczynej miłości postanowiła przed snem kołysać Smyka w ramionach i śpiewać mu kołysanki. Smyk szybko zapomniał, jak zasypia się samodzielnie w łóżeczku i tak zaczęła się ta niekończąca opowieść o wieczornym usypianiu Smyka. Od tamtego dnia, kiedy w Leosiowym domu mama po raz pierwszy usypiała dziecko na rękach, zaśpiewano już tysiące kołysanek. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, Smyk stał się wieczorem coraz bardziej wymagający. Domagał się nowych, coraz doskonalszych i coraz bardziej angażujących jego rodziców technik usypiania.

Każde z rodziców miało swój własny sposób na przeniesienie Smyka do krainy snu. Tata  bujał Smyka na rękach, bujał w foteliku samochodowym niczym na huśtawce. Ale, co nieuniknione, Smyk z dnia na dzień był coraz cięższy i cięższy. Tatowe plecy od ciągłego kołysania słodkiego ciężaru nieco się już pochyliły... Mama  najczęściej sadzała malucha na kolanach i podpierając jego plecki poduszką, bujała go, bujała i bujała, śpiewała mu, śpiewała i śpiewała. I trzeba przyznać, że wtedy Smyk dość szybko odpływał. Oczywiście, zdarzały się dni, kiedy wszystko było na przekór staraniom rodziców i szczerych chęci Smyka - dziąsełko swędziało bardziej niż zwykle, brzuszek pobolewał lub Smyka męczył paskudny katarek.

Kiedy minuty czy godziny leciały, a Smyk nie zamierzał zamknąć oczu lub budził się przy każdej próbie odłożenia go do łóżeczka, mama i tata musieli jednoczyć swe siły. W chwilach desperacji rodzice bujali malucha w kocu niczym w hamaku. Innym razem kładli się do łóżka i udawali, że śpią - Smyk leżał między nimi i wałkował się z boku na bok, aż w końcu zasypiał. Technika była całkiem skuteczna, z tym że rodzice zasypiali wraz ze Smykiem o 21, czasem nawet zasypiali przed nim… Wielokrotnie życie i wieczór ratowała rodzicom suszarka (jej szum i ciepełko). Jednak rodzice przy kolejnym rachunku za prąd ponieśli słone tego konsekwencje i metodę zaniechali.

Z czasem mały Leoś stał się coraz bardziej wymagający. Okazało się, że jedyną osobą, która może go uśpić, jest mama. Wszelkie próby ululania Smyka do snu przez tatę kończyły się gwałtownym protestem malucha. I tak z pozoru nieznacząca decyzja mamy o zaśpiewaniu swojemu Smykowi pierwszej kołysanki wpłynęła permanentnie na jej życie…

Trzy krasnalki, to nie koniec bajki…

Inne w tej kategorii:

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

M.
2014-02-12 09:07:29

re: Bajka o usypianiu

Leoś ma dziewięć miesięcy i ani myśli zasypiać sam :) Zwłaszcza wieczorem... No trudno :). Chociaż bicepsy można trochę poćwiczyć :). pozdrawiam

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
natalia
2014-02-11 20:18:26

re: Bajka o usypianiu

Skąd ja to znam:))) aż milo czytać ze nie tylko ja mam te magiczną moc w usypianiu naszej córeczki.. Chociaż ostatnio za dnia udaje jej się samej zasnąć w lozeczku- Zrobila się bardziej samodzielna odkad próbuje raczkowac ile ma Wasz synek?:)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz