19 gru 2013

Bobo na basenie

Wczoraj kolejne wydarzenie w życiu Leośka z kategorii pierwsza/pierwszy. Odpoczywaliśmy od świątecznych przygotowań i spalaliśmy kalorie. Planowaliśmy to wyjście od dawna i nareszcie nam się udało – byliśmy pierwszy raz we troje na basenie.

Wybraliśmy park wodny z udogodnieniami dla maluchów. W szatni rodzinnej był ogromny przewijak i osobne pomieszczenie z prysznicem. Na basen poszliśmy obładowani jak nigdy – mieliśmy trzy pękate torby. Rozważaliśmy w sklepiku na pływalni zakup koła do pływania dla niemowląt „swimtrainer” (takie z majteczkami w środku, dla dzieci od 3 miesiąca życia). Stwierdziliśmy jednak, ze to spory wydatek (stówka) i sprawdzimy najpierw, jak Leosio czuje się na basenie.

Szybko przebraliśmy się w kostiumy i upchnęliśmy rzeczy do szafek. Synkowi przywdzialiśmy czerwone, niewchłaniające wody swimmersy i szlafroczek z kapturem rekina (wyglądał w nim przeuroczo!). Nasz bąbelek był w lekkim szoku. Pod prysznicem nie okazywał ani radości, ani zdenerwowania. Wzięliśmy to za dobry omen – może się rozkręci i nie będzie płakał. Na początku weszliśmy do najmniejszego basenu dla maluchów. Przytuliłam synka do siebie i stopniowo coraz bardziej zanurzałam nas w wodzie - tak, aby się z nią oswoił. Dla niego była jednak nieco za zimna, bo dosłownie wstrzymywał oddech. P. chciał, żebyśmy zanurzyli Leosia całkowicie, aż po czubek głowy. Nie pozwoliłam! Mój facet to jest czasem w gorącej wodzie kąpany... Takie rzeczy tylko po wcześniejszym przygotowaniu i pod okiem specjalisty! Podobno maluchy mają jeszcze instynkt życia płodowego, który sprawia, że dziecko odruchowo wstrzymuje oddech pod wodą. Zanika on po ukończeniu szóstego miesiąca życia (ale nie zawsze, u niektórych dzieci już w trzecim miesiącu, u innych utrzymuje się nawet do dziewiątego).

W końcu wypatrzyliśmy basen-jacuzzi. Tam woda była zdecydowanie cieplejsza (35 stopni C). Leoś zareagował entuzjastycznie. Wreszcie jakby się odważył, zaczął machać rączkami i nóżkami. Bardzo spodobały mu się bąbelki i próbował je łapać! Wyglądał na naprawdę szczęśliwego. Nie przeszkadzała mu woda chlapiąca w oczka. Ze dwa razy niechcący zamoczył całą buźkę, ale wcale go to nie przestraszyło. Był tak zachwycony i oszołomiony nowym miejscem, że nie zwracał na nas w ogóle uwagi.

Cały czas rozglądał się naokoło. Nie mogliśmy złapać z nim kontaktu wzrokowego. Cóż się dziwić – same nowości. Zaczął uśmiechać się do nas dopiero pod prysznicem, gdy już wyszliśmy z basenu.Po powrocie do domu oba moje bąble – i mały, i duży – zasnęły po tej wyczerpującej przygodzie. Na pewno niedługo ją powtórzymy. Było super…

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz