17 lip 2014

Dla dzieci język nie jest żadną barierą

przyjaźń

W pierwszy weekend lipca wybraliśmy się w okolicę Kazimierza Dolnego na działkę naszych znajomych. Mieliśmy w planie wspólne leniuchowanie - opalanie, leżenie plackiem z tylną częścią ciała w górze, spanie, moczenie nóg w basenie, szaleństwa z naszym Leosiem. Pogoda trochę przedobrzyła - żar lał się z nieba, na horyzoncie żadnej chmury, termometr wskazywał trzydzieści parę  stopni. Osobiście lubię, jak jest gorąco, grzeje słońce, upał mi nie przeszkadza, ale w podróży z dzieckiem jest to pewna przeszkoda. Mimo wszystko wczesnym rankiem, po dotarciu na miejsce, postanowiliśmy pozwiedzać trochę Kazimierz. Do południa zdążyliśmy pospacerować trochę po kamienistych uliczkach i rynku. Nie byliśmy na Górze Trzech Krzyży. Mamy dziecko, więc centralnym punktem naszej wycieczki stał się plac zabaw. To tutaj nasz syn zawarł swoje pierwsze międzynarodowe transakcje ;). Sporo sprzętów do zabawy, wszystkie zanurzone w piasku, dużo dzieciaków w różnym wieku - naprawdę przyjazne miejsce. Leoś dostał w jedną rączkę swoją biedronkę na kiju, w drugą łopatkę i puściliśmy go w tango.

Co tam zabawki! Porzucił je już kilka metrów dalej. Dla Leona najbardziej interesujące były inne dzieci. Biegał za nimi, próbował  naśladować, wspinać się po drewnianych podestach. Leoś po raz pierwszy zaliczył przysłowiową glebę. Biegł, a że był wtedy zmęczony i krok miał już nieco chwiejny, to nagle runął jak długi, twarzą… prosto w piach. O rany, piasek był wszędzie: w buzi, w nosie, w oczach. Najgorzej, że takie małe dziecko nie potrafi kompletnie poradzić sobie w takiej sytuacji, choćby zwyczajnie wypluć piach z buzi czy wydmuchać nosa.

W pewnym momencie stanęło przy Leosiu dwoje dzieci. Chłopczyk na oko trzyletni, a dziewczynka starsza, około siedmioletnia. Rodzeństwo, jak się okazało, mówiące po włosku. Chłopczyk rezolutnie złapał Leosiową biedronkę na kiju i zaczął biegać z nią po całym placu zabaw. Leoś dostał w zamian samochodzik. Dziewczynka usiadła naprzeciwko Leosia, gładziła go po buźce, łapała na przemian za jedną i drugą stopę i gilgotała. Bomba :)! Cały czas coś do niego mówiła. Ja wyłapałam tylko „piccolino, piccolino”, „bambino, bambino”. Leon siedział jak zaczarowany, wpatrywał się w nią z szeroko otwartą ze szczęścia buzią. Później chodził z nią za rękę po placu zabaw. Byłam w szoku, bo nasze dziecko robi to bardzo rzadko, najczęściej musi iść zupełnie samo. Wyglądali świetnie. Ona mówiła do niego coś po włosku, on do niej po swojemu „bdziu, bdziu, detum, detum, bagu”. Rozumieli się doskonale.

I tak sobie myślę, że dla dzieci język nie jest żadną barierą. One doskonale porozumiewają się bez niego. Na koniec chłopcy dokonali transakcji zwrotnej - Leon dostał swoją biedronę, a że z samochodzikiem nie miał zamiaru się pożegnać, to mały Włoch trochę się z nim posiłował i popędził do mamy.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

S
2014-07-17 13:52:04

re: Dla dzieci język nie jest żadną barierą

To prawda! Dzieci doskonale rozumieją się bez użycia słów, wystarczy komunikacja niewerbalna. Mój 3-letni synek bawi się na co dzień z dziećmi z Hiszpanii, Portugalii, Rosji i Ghany. Wszystkie dzieci mówią w swym rodzimym języku plus trochę po niemiecku, gdyż właśnie mieszkamy w Niemczech. Dzieci za sobą po prostu przepadają, reagują na siebie bardzo entuzjastycznie. Aż milo patrzeć. Dla nich naprawdę nie liczy się NIC innego poza wspólną zabawą. Uważam, że to wspania ... le gdy dziecko ma możliwość kontaktu z ludźmi zza granicy, o innych zwyczajach kulturowych, języku czy nawet wyglądzie. To, jak nic innego, uczy je tolerancji, otwartości na drugiego człowieka, co mam nadzieję zaprocentuje w dalszym życiu. Jestem za i polecam! Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
alex
2014-07-17 16:18:30

sos pieknego!dzieci powinny rzadzic tym swiatem!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz