26 maj 2013

Dla mojej Mamy...

Dziś Dzień Matki i to chyba dobry moment na przelanie na papier pewnych refleksji. Oczywiście pojawiły się one trochę wcześniej. Właściwie już wtedy, kiedy byłam w ciąży. I chcę z tych przemyśleń zrobić laurkę. Laurkę dla mojej Mamy.

Mamo… Mamusiu... Dopiero teraz, kiedy sama jestem matką, mogę Cię w pełni zrozumieć. Zrozumieć te wszystkie chwile, kiedy odwracałaś wzrok, bym nie widziała Twoich łez, gdy Cię raniłam. Raniłam, mówiąc: „pora odciąć pępowinę”. Jak bardzo musiało być Ci przykro, kiedy słyszałaś: „Nie wypominaj nam, jak bardzo się poświęcałaś” oraz: „Mam dość Twojej nadopiekuńczości”. Kiedy z moich ust padało: „Nie przesadzaj, dziecko nie przeszkadza w tym, żeby mieć hobby i bogate życie towarzyskie” i: „Dlaczego nie dbałaś o siebie, o swoje zdrowie? To żadne wytłumaczenie, że nie mogłaś, bo skupiona byłaś na mnie”. Mamo… tak bardzo teraz żałuję tych słów jak kolce, które Ty w milczeniu, z żalem i bezbronnością w oczach znosiłaś. Bo dopiero teraz rozumiem, czym jest poświęcenie.

Nosiłam dziecko pod sercem, złączone ze mną pępowiną i choć została ona po porodzie przecięta, to zrozumiałam, że nigdy nie da się przeciąć tej niefizycznej więzi. Przywiązanie i miłość matki do dziecka to siły, których nic nie pokona. Wiem to dopiero teraz.

W moje pierwsze bezsenne noce po urodzeniu Twojego wnuczka, gdy myślałam, że nie wytrwam do rana, zrozumiałam, co musiałaś czuć Ty, gdy w jedną z nocy stanu wojennego, brnąc przez zaspy przy dwudziestostopniowym mrozie, mijając czołgi i żołnierzy na każdej z ulic miasta, szłaś zdesperowana do wojskowego magazynu, by zdobyć dla mnie, kilkudniowej kruszyny, mleko. Straciłaś pokarm, bo zabrano Ci mnie po porodzie, do osobnej sali, gdzie mój płacz zagłuszał szloch innych, opuszczonych noworodków. Nie mogłaś poczuć natychmiast ciepła mojego małego ciałka przy swojej piersi. Odebrano Ci te piękne chwile, które mi były dane trzydzieści lat później.

W szpitalu byłaś sama, nikt nie mógł Cię odwiedzić, Tata podawał Ci potrzebne rzeczy przez okno. Musiałaś być bardzo dzielna, bo Twój lęk i ból należały tylko do Ciebie, kiedy dowiedziałaś się, że jestem poważnie chora i trzeba podjąć bardzo ryzykowne leczenie. Z nikim nie mogłaś się tym od razu podzielić, by było Ci lżej. Ciężar, wydawałoby się, nie do udźwignięcia.

Potem, bez pieluch jednorazowych, nowoczesnych poradników, internetu, wózka ze skrętnymi kołami, gotowych dań w słoiczkach, udało Ci się mnie wykarmić i wychować. Dałaś radę codziennie przecierać zupki, myć butelki nie mając zmywarki i sterylizatora, walczyć z odparzeniami za pomocą mąki ziemniaczanej i prać  te pieluchy i moje ubranka we Frani, ciągle i ciągle, bo strasznie ulewałam, a nie było przecież mleka antyrefluksowego. Znalazłaś cudem jeszcze czas na to, by opowiadać mi bajki, uszyć śliczną sukienkę, zrobić czapkę i rękawiczki na drutach. I zabrać do domu towarowego, bym pobujała się na osiołku, który cudownie ożywał, gdy wrzuciłam mu do pyska 2 złote.

Dziwiłam się, że tak się o mnie boisz, że nie mogę wracać do domu od koleżanki sama po zmroku, że każdy chłopak musi przyjść na rozmowę, zanim weźmie mnie na randkę… byłam o to zła.

Ciągle Cię krytykowałam: że jesteś staroświecka, nieżyciowa, nie rozumiesz mnie, czepiasz się, ograniczasz, zrzędzisz… i uciekłam. Jak tylko skończyłam liceum, wyjechałam na studia 500 kilometrów od domu, byle jak najdalej, pusząc ledwo co wyrosłe piórka, bo byłam dorosła i właśnie przestałam Cię już potrzebować.

Mamo… dziś wiem, że bardzo wtedy cierpiałaś. Wiem, że płakałaś. Wiem, że bałaś się bardzo o mnie. Ale pogodziłaś się z tym. Od czasu do czasu tylko dziś mówisz, niby do siebie: „Szkoda, że jesteś tak daleko ode mnie…”.

Choć sama dziś jestem mamą i zwracam się do swojego synka „mama da Ci jeść”, „mamusia ulula”, „mamcia weźmie Cię na rączki”, to i tak wypowiadając słowo mama przed oczami mam tylko Ciebie. Słowo mama maluje mi jeden jedyny obraz, nasuwa jedno skojarzenie – Ciebie – Twojej drobnej sylwetki, dłoni pokrytych pajęczyną żyłek, melodii głosu, zielonych oczu. Jesteś JEDYNĄ i NAJUKOCHAŃSZĄ MAMĄ na świecie. I wiem, że nigdy nie odetnę naszej pępowiny.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2013-07-12 14:46:58

re: Dla mojej Mamy...

ryczę jak bóbr,....

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2013-05-30 09:53:02

re: Dla mojej Mamy...

jak ja się spłakałam,gdy to czytam...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz