09 sty 2016

Dwa miesiące – ile to czasu!

mama i dziecko

Moment wyjścia ze szpitala pamiętam jak dziś. Przemierzaliśmy dumnie szpitalny korytarz – ja, mój mąż i nasza córeczka. Wspaniałe uczucie – jesteśmy już we trójkę. Otrzeźwienie przyszło po powrocie do domu. W szpitalu ma się z tyłu głowy poczucie bezpieczeństwa. Są lekarze, którzy przyjdą na obchód i powiedzą „wszystko z dzieciaczkiem w porządku”. Są pielęgniarki, które w razie czego służą pomocą. W domu, mimo że miałam przy sobie męża, czułam strach. Bo przecież maleństwo może dostać gorączki, nie chcieć jeść albo zakrztusić się przy piersi. 

Nigdy nie zapomnę tej pierwszej nocy. Córka - zdezorientowana nowym miejscem i niepotrafiąca jeszcze dobrze jeść. Ja - wystraszona tym, że dziecko będzie głodne i nieumiejętnie przystawiająca je do piersi. Oraz mąż, który stanął na wysokości zadania jak nikt inny. Siedział z nami całą noc, przewijał, podawał laktator, nosił córeczkę, podczas gdy ja ściągałam nadmiar pokarmu. Co on się ze mną miał! Pierwszy tydzień nocami koczowaliśmy nad łóżeczkiem na zmianę, bo ja nie potrafiłam zasnąć, gdy wiedziałam, że oboje śpimy. Bałam się, że nie obudzę się, gdy córka zacznie płakać (pocieszam, to tak nie działa: matka budzi się na jakikolwiek szelest). Dobrze, że mąż miał wtedy urlop. A pierwsza kąpiel? Dziś wspominam to z rozbawieniem, ale wtedy do śmiechu wcale mi nie było. Malutka okropnie krzycząca, bo to nowe doznanie, kontra my – z milionem pytań w głowie: Woda jest za zimna? Za gorąca? Coś ją boli? Dlaczego ona płacze? Ostatnie pytanie zresztą towarzyszyło nam przez pierwszy miesiąc, dopóki nie nauczyliśmy się rozpoznawać jej potrzeb.

Pamiętam jak moja Mama powiedziała mi: „Zobaczysz, pierwsze dwa miesiące są najgorsze, później będziesz się z tego śmiała”. Nie chciałam jej wierzyć. Ale wiecie co? Mama, jak to Mama, zawsze ma rację. Bo dzisiaj znam potrzeby córki na wylot. Wiem, kiedy płacze, bo chce pomarudzić, wiem, kiedy płacze, bo ma mokro w pampersie. Uśmiecha się do nas i śmieje się, po czym dostaje czkawki. Wodzi wzrokiem za zabawkami i próbuje je chwytać. Lubi, gdy się do niej mówi, a na brzuszku podnosi główkę na ponad minutę. Gdy jestem w kuchni, a z sypialni dobiega mnie „aahaaau”, wiem, że się nudzi. Dzisiejsza sobota jest już dziesiątą wspólną sobotą, a ostatnie dziesięć tygodni to najlepsze tygodnie w moim życiu.

Magda

Mój pierwszy wpis na blogu SuperMamy możecie przeczytać TUTAJ.

 

Inne w tej kategorii:

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2016-01-11 23:37:57

re: Dwa miesiące – ile to czasu!

Uuuu.... nudy....

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz