05 mar 2015

Dziadek sam w domu

dziadek

Wczoraj naszego Leosia w ciągu dnia miała pilnować moja mama. Jednak na skutek nieszczęśliwego splotu wypadków, spadł na nią inny, ważny obowiązek. Nasza niania też zobowiązała się już do czegoś innego. No więc, co tu zrobić z naszym maluchem? Może zabrać go z nami do pracy? :)

Okazało się, ze wolny dzień ma akurat mój teść… Tylko że on nigdy nie zajmował się sam Leonem. Owszem, zawsze świetnie się razem bawią, szaleją, wręcz wściekają, ale dziadkowi nigdy nie zdarzyło się choćby zmienić mu pieluszkę. Nie było jednak innego wyjścia. Z niemałą obawą zostawiłam ich rano we dwóch. Pocieszałam się: - O rany, bez przesady, przecież wychował trzech synów. Na pewno sobie poradzi. My kobiety mamy tendencję do przesadzania, a jako mamy jesteśmy nieco nadopiekuńcze. Zresztą, nasz syn skończy niedługo dwa latka. Potrafi poprosić o picie i jedzenie (o to ostatnie w sytuacjach ostatecznych ;-)). Bałam się, bałam, ale wszystko wypadło bardzo dobrze. Dziadek poradził sobie na medal i chyba częściej będziemy korzystać z jego „usług”.

W opiece nad Leonem najtrudniejsze są obecnie: jedzenie i zmiana pieluchy. Jeśli chodzi o wszystkie kaszki, zupki, deserki etc., to raczej nie ma co liczyć na to, aby sam złapał za łyżkę. Jedyna potrawa, która zawsze zachęca go do samodzielnego jedzenia, to zupa pomidorowa z makaronem w kształcie gwiazdek. Najczęściej jednak kręci głową na boki, krzywi się, próbuje wyjść z fotelika, woła: - Zupa, nie! Jedyny sposób, aby zjadł bez oporów swoją porcję, to… puszczenie bajki. Trochę żałuję, że go do tego przyzwyczailiśmy, ale w innym przypadku czasami chyba nic by nie jadł.

Dziadek dostał listę ulubionych bajek Leona i jakoś z poranną kaszką poszło. Na obiad nie zjadł zbyt wiele swojej zupy, bo wcześniej pozazdrościł wujkowi. Wszedł mu na kolana i podobno sam zjadł pół miski jego ogórkowej! Najgorzej było z poranną kupką. Leon jak zwykle schował się w szafie, a gdy dziadek zorientował się, o co chodzi, to mały nie pozwolił mu się do siebie zbliżyć. Potakiwał tylko głową, że bardzo śmierdzi mu z majteczek. Dziadek wykazał się sporą pomysłowością. Akurat wtedy zobaczył za oknem podjeżdżającą śmieciarkę, chwycił Leosia na ręce i powiedział, że muszą zmienić pieluszkę szybko, biec na dwór, to wtedy ta śmieciarka wywiezie pieluchę daleko, daleko… I zadziałało.

Leoś po wspólnym dniu z dziadkiem był cały wieczór bardzo radosny. Takiego „niańka” to ja lubię ;-).

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz