14 sty 2014

Jak to będzie, kiedy mama wróci do pracy…

Wczoraj wybraliśmy się do naszej rodzinnej miejscowości pozałatwiać różne formalności urzędowe. Leoś w tym czasie pojechał do dziadków. Miało nas nie być około półtorej godziny, a zeszło się w końcu ponad trzy… Przed samym wyjściem daliśmy małemu zupkę, więc byłam pewna, że przynajmniej głodny nie będzie.

Przez pierwszą godzinę Leoś był z babcią i dziadkiem. Byłam spokojna, bo wiem, że obie babcie dają sobie z nim świetnie radę – potrafią uspokoić, uśpić, utulić. W końcu każda wychowała trójkę dzieci. Zauważyłam, że Leoś bardzo chętnie bawi się z mężczyznami, natomiast jeśli chodzi o usypianie, to preferuje zdecydowanie towarzystwo kobiet :). Jednak babcia po dwóch godzinach zabawy z wnuczkiem musiała iść do pracy. Dziadek został sam.  Bałam się więc, jak będzie się zachowywał podczas czasu spędzonego tylko z nim. Zwłaszcza, że zbliżała się pora popołudniowej drzemki.

W czasie naszej nieobecności dzwoniliśmy kontrolnie do dziadka po relacje – czy bawi się, czy śpi, czy zadowolony, czy płacze. Było w porządku. Oczywiście, do czasu... Leoś nie mógł sobie poradzić, żeby zasnąć i w końcu biedaczek zaczął płakać. Kiedy wracaliśmy, to już na klatce schodowej usłyszałam jego zawodzenie… Gdy nareszcie weszłam do domu, zobaczyłam na buźce mojego maluszka strach i bezradność. Tak jak stałam - w kurtce i butach – wzięłam go od razu na ręce i przytuliłam. Przestał łkać niemal momentalnie. No, ale musiałam się przecież rozebrać, więc oddałam go na chwilę dziadkowi. O rany, oczywiście Leon podniósł bardzo głośny alarm. Cóż to za zdrada ze strony mamy?! Kiedy wreszcie utuliłam go do snu, położyłam się obok, głaskałam go po główce i rozmyślałam o tym, jak to będzie, kiedy mama wróci do pracy. Dla mnie będzie to emocjonalnie bardzo trudne – pomimo tego, że chcę wrócić. Wiem, że będę wychodzić z domu i płakać już na schodach. A Leoś – on przecież jeszcze nie rozumie, że wyszłam, ale wrócę. Moja mama mówi mi, że zawsze powrót matki do pracy jest dla dziecka traumatycznym przeżyciem – nieważne, czy ma 5 miesięcy, rok czy 3 latka. Plus jest jednak taki, że dzieci dość szybko adaptują się do nowej sytuacji. Kiedy ona wychodziła do pracy po zakończeniu urlopu, to ja przez pierwszy miesiąc łapałam ją za spódnicę i kurczowo trzymałam, nie chcąc puścić.

Będąc już za drzwiami, słyszała mój rozpaczliwy płacz. Płacz, od którego pękało mamine serce… Minęło jednak kilka tygodni i kiedy wychodziła z domu, to robiłam jej `pa! pa!`i odwracałam się do zabawek. Chociaż zostało mi jeszcze trochę urlopu, to coraz częściej myślę o tej nieuchronnej zmianie.

Zastanawiam się też, czy jest jakiś patent na to, aby dziecku było łatwiej. Może powinnam go zacząć przyzwyczajać już teraz, że mama robi codziennie `pa! pa!` i nie ma jej 2-3 godzinki, a potem wraca?Na razie Leośka będą pilnowały w ciągu dnia na zmianę babcie. Myślę, że od kolejnej jesieni poślemy go do przedszkola – we wrześniu przyszłego roku będzie miał 2 latka i cztery miesiące i wszyscy mi mówią, że będzie to dobry moment na kontakt z rówieśnikami.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz