07 sty 2016

Jak to jest z tym porodem?

poród

Jak już wspomniałam wcześniej, okropnie bałam się porodu siłami natury i uparłam się na cesarskie cięcie. Mój zapał do krojenia drastycznie ostygł, gdy posłuchałam kilku historii kobiet, które cesarkę znają z autopsji. Oczywiście, jeśli są do owego cięcia wskazania – nie ma się czemu sprzeciwiać. Jeśli jednak chodzi wyłącznie o strach przed bólem… Jestem żywym przykładem tego, że da się go przezwyciężyć (strach oczywiście).

Nie będę ściemniać, że to czysta przyjemność. Kiedyś przeczytałam, że „kobieta rodząca odczuwa dyskomfort”. Przepraszam, dyskomfortem to można nazwać kamyk w bucie. I na to trzeba się przede wszystkim nastawić. Jedną ze złotych rad, którą słyszałam i do której, rzecz jasna, się nie zastosowałam to nieczytanie historii porodowych w internecie. Powiem tylko, że wiele z nich trzeba cedzić przez sito, bo po pierwsze: każda z nas ma inny próg bólu. Jedne mamy opuszczają porodówkę z przeświadczeniem: „Nigdy więcej!”, inne się im dziwią, bo przecież dla nich „poród to była pestka”. I nie trzeba się temu dziwić, nie ma dwóch identycznych organizmów. Po drugie: każdy poród jest inny. Nawet jeśli ta sama kobieta rodzi swoje drugie dziecko, wychodzi ze szpitala z zupełnie innymi wrażeniami, o czym można się przekonać na podstawie opowieści.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz