30 sty 2014

Koniec świata, masz dzieciaka!

Bycie rodzicem zmieniło nas przeogromnie. Pomijam już oczywiste kwestie uczuciowe, gwałtowny wzrost dojrzałości, poczucia odpowiedzialności za drugą osobę, nabycie umiejętności jasnowidzenia i robienia kilku rzeczy równocześnie :).  Naszym planem dnia, kalendarzem spotkań zarządza nie kto inny, jak On – Leon. Tak sobie zażyczyliśmy, tak mamy i jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi.

Cały czas walczymy jednak o to, aby robić choć część tych rzeczy, które zajmowały nas przed narodzinami Leosia. Kocham moje dziecko ponad wszystko. Jeśli płacze, bo coś go boli, jest niewyspany albo ma po prostu zły dzień, to jestem na każde jego wezwanie. Noszę, tulę, bujam, biorę na noc do łóżka. Jednak kiedy ma dobry humor, to nie mamy z mężem oporu, aby zapakować go wieczorem do samochodu i wywieźć do naszych znajomych. Mały chwilę połazi, pogada, a potem zasypia w drugim pokoju w swoim łóżeczku turystycznym. Oczywiście, widzę, że im jest starszy, tym jest to trudniejsze.

Malutek śpi coraz czujniej - głośniej chrząkniesz czy jest zbyt jasno, zaraz się budzi. Jednak nie ustajemy w swych staraniach, aby było dobrze i dziecku, i rodzicom. Stąd moje przemyślenia, że można: 1) traktować dziecko jak naszyjnik, założyć… i wychodzić do znajomych, podróżować, zwiedzać. W końcu dla małego dziecka najważniejsze jest to, aby mama była blisko! Można też 2) traktować dziecko jak wymówkę, która nie pozwala wyjść z domu. Mamy znajomych, którzy od początku chodzili wokół swojego dziecka na paluszkach, traktowali je jak pępek świata. Przestali kogokolwiek odwiedzać (- Nie, my nie możemy przyjść, bo mamy dziecko), przestali zapraszać do siebie (- Nie, dzisiaj jest u nas babcia, - Nie, mała ma katarek). Jednym słowem, zapuścili razem w domu korzenie. Mam też przyjaciółkę, która już tydzień po porodzie siedziała u mnie na kanapie z maluszkiem, nie ominęła żadnego zjazdu na uczelni, a teraz planuje dla całej trójki urlop za granicą.

Inna sprawa, że część naszych znajomych nie ma jeszcze dzieci. Niestety, widzę, że dla nich „my dzieciaci” staliśmy się mniej atrakcyjnym towarem. Owszem, w domu spotkać się można, ale nie wyjdziemy już wieczorem spontanicznie na miasto, nie spędzę z przyjaciółką całego dnia na bieganiu po wyprzedażach. Poza tym na pytanie – Co u ciebie? – cóż  ja, młoda mama, mogę odpowiedzieć? :) Nie da się przecież nie wspomnieć, że Leo ma trzy zęby, mówi ma-ma ma-ma i już sam chodzi, trzymając się mebli... Na pewno umieszczono mnie już w szufladce pt. GADAJĄCA WKOŁO O DZIECKU.

Mamo, Tato, miej się na baczności! Pomimo Twych usilnych starań zachowania namiastki życia towarzyskiego, przysłowiowym gwoździem do trumny może okazać się nieopatrznie rzucone pytanie: - A wy kiedy planujecie dzidziusia? No, masz jak w banku, że wolni, szczęśliwi, bezdzietni zaczną Cię omijać coraz większym łukiem…

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz