26 mar 2015

Maaama! Ratuuuj!

chłopczyk

Jak ja kocham ten cieniutki, piskliwy głosik naszego Leona. Raz zalotny, inny razem zmieszany z radosnym śmiechem, zawsze słodki. Kocham ten szczebiot! Leoś mówi już bardzo dużo, a ja staram się dokumentować wszystkie jego kolejne osiągnięcia. Ostatnio zaczęłam sadzać go przed laptopem, włączać kamerkę i zachęcać do samodzielnych słownych popisów. Jaki on jest wtedy zadowolony! Śmieje się, wdzięczy, robi miny, zagryza wargi w uśmiechu, piszczy i gada. Najchętniej i najwięcej wtedy, kiedy proszę, żeby powiedział coś do Taty. Ooo! Wtedy to dosłownie puszcza oratorskie wodze fantazji.

Ale ma również swoje ulubione zwroty, a nawet… Hmm… Jakby to powiedzieć „hasła bezpieczeństwa”? Leoś niezwykle często przywołuje nas słowami: - Mama/Tata, ratuj! Zresztą nie tylko nas, bo babcię, dziadka, czy wujka również. Skąd to się wzięło? Od kiedy był malutki, to w trakcie zabaw albo w sytuacjach, gdy czułam, że z jakiegoś powodów wybuchnie płaczem, biegłam do niego z okrzykiem: - Mama Cię uratuje! No i tak się utarło. Później to on zaczął wołać nas tymi słowami w każdej sytuacji, bez względu na to czy chce się bawić, czy noga utknie mu między fotelami. „Mama/Tata , ratuj!” jest synonimem niemal wszystkiego: „chodźcie się bawić”, ale też „wybawcie mnie z opresji”. Te słowa to jego azyl bezpieczeństwa. Leon wie, że one zawsze działają. Pewnie dlatego używa ich tak często. To oczywiście również dla mnie wstyd i hańba, że czasem te słowa są jedynymi, które odrywają mnie od domowych zadań. Cóż… A od czego jest mama, jeśli nie od ratowania (z każdej opresji, w każdym wieku)? :)

 

 

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz