16 sty 2014

Malakser bez przykrywki

Ostatnio umówiłam się z moim mężem na mieście. Miał odebrać mnie i Leosia z naszej wyprawy do sklepu w centrum. Jego pierwsze słowa, gdy nas zobaczył, brzmiały: - Jak się nazywa ten huragan, który przeszedł przez nasze mieszkanie? :)

Nasz synek skończył już 8 miesięcy. Niby maluch, a jednak - w moim odczuciu - już dość dawno minęły czasy, kiedy większość dnia spędzał, leżąc grzecznie w łóżeczku. Teraz rozpierająca go energia, połączona z odwagą odkrywcy i dociekliwością badacza, każą mu sprawdzać każdy kącik naszego domu.

Leon już sprawnie raczkuje, a od niedawna również podciąga się o wszystkie możliwe przedmioty i sam wstaje. Wszędzie jest go pełno. W ciągu dnia śpi naprawdę mało – zazwyczaj ma maksymalnie dwie godzinne drzemki (z czego jedna na spacerze). Mamy w salonie łóżeczko turystyczne, które służy nam w ciągu dnia za kojec. To moje wybawienie – mogę tam na troszkę włożyć Leosia i mam pewność, że nic sobie nie zrobi – nie przewróci, boleśnie nie uderzy. Rano w tym czasie ścielę łóżka, ogarniam siebie i robię mu kaszkę. Jednak nasz mały spryciarz pobawi się tam 10, czasem 15 minut, a później rozklapsza nosek na siatce, wyciąga ręce do góry i zaczyna płakać, bo chce, żeby go wyciągnąć. A jak już kręci się po podłodze, to niewiele mogę zrobić – pilnuję go, asekuruję, żeby nie walnął nigdzie główką, bawimy się zabawkami… A że zabawek mamy już cały kosz - piłki, maskotki, samochodziki, grzechotki, gryzaki, klocki, to chwila moment i… cały dywan jest nimi usłany. Leon jest jak malakser bez przykrywki – ogląda coś, bawi się chwilę i rzuca za siebie, a potem z kolejnym przedmiotem robi to samo. Itd.,  itd. Czasem zdążę to sprzątnąć przed wyjściem na spacer, a czasem wszystko czeka na powrót tatusia. Kaszki, zupki, deserki, pieluchy, rozbieranie, ubieranie, przebieranie, spacery, piosenki, usypianie – jest co robić, na nudę nie narzekamy :).

Kiedy niemal rok temu wprowadzaliśmy się do obecnego mieszkania, wydawało nam się ogromne. Niby 55 m², ale jest tak fajnie urządzone (olbrzymia zabudowana szafa w sypialni i w związku z tym zero zbędnych mebli),  że mam wrażenie, iż jest w rzeczywistości większe. I nagle, gdy Leon zaczął rosnąć, to ta przestrzeń zaczęła nam się gdzieś wymykać, kurczyć - łóżeczko, kojec, 2 bujaczki (zdublowane prezenty), chodzik-pchacz, krzesełko do karmienia, krzesełko do zabawy, cała masa zabawek, pół szafy ubrań, wózek… Wow! Jest tego trochę i bardzo ciężko ujarzmić cały ten sprzęt. Z drugiej strony myślę sobie teraz, że bez niego w naszym domu byłoby… bardzo pusto.

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz