29 lis 2014

Najgorsze za nami…?

mama i dziecko

Macierzyństwo wydaje mi się teraz słodkim pączkiem z lukrem. To piękna codzienność. Zarwane noce, nieustanne przewijanie,  przebieranie, karmienie maluszka – to już za mną! Patrząc obiektywnie stwierdzam, że teraz to już mamy eldorado :). Życie ma inne aspekty (i jest wreszcie na nie czas) poza pieluszkami, mleczkiem, deserkami, drzemkami… 

Jak poznać, że najgorsze za nami?*

Śpię całą noc, bez żadnych przerw. Pamiętam jeszcze czasy, gdy zastanawiałam się, kiedy i czy w ogóle wrócą te dni, gdy pójdę spać o 23 i obudzę się dopiero o 7 czy 8 rano. No i stało się, teraz tak właśnie jest.

Zmieniam tylko kilka pieluch dziennie. Okres kilku pierwszych miesięcy – przewijanie niemal co godzinę, nawet w nocy, żeby pupka się nie odparzyła. W koło kupka i siusiu. Co tu dużo mówić, Leo nie załatwia swych potrzeb już na okrągło, a do tego część pozostawia elegancko w nocniczku.

W mojej komórce trochę rzadziej pojawiają się nowe zdjęcia Synka. Przez pierwszy rok robiłam po kilkanaście – kilkadziesiąt zdjęć i tradycyjnie, co wieczór wysyłałam je mailem do dziadków. Teraz nie wiem dlaczego – jakoś o tym zapominam.

Mam więcej czasu dla siebie! Nawet gdy jesteśmy w domu tylko we dwoje, to bez trudu mogę tak wszystko zorganizować, aby znaleźć czas na poranną toaletę (o tak! A na początku różnie z tym bywało), a nawet makijaż. Czasem Leoś zwyczajnie siada koło umywalki i też pudruje sobie policzki tak jak mama ;-).

Mam też czas na gotowanie! Zupki dla Leo to był standard, ale wreszcie znalazł się czas na obiady dla rodziców :).

Nie muszę już się zastanawiać, dlaczego moje dziecko płacze. On prawie nie płacze :), a jeśli już to tylko w uzasadnionych przypadkach – jest zmęczony, gdzieś się uderzy, próbuje postawić a swoim. A poza tym potrafi już o wielu rzeczach powiedzieć („Mama, boli”).

Dojrzałam do tego, aby zostawiać go pod opieką innych. Z jednej strony wymusiło to życie – powrót do pracy, a z drugiej sama czułam już taką potrzebę. Pamiętam jak po pół roku macierzyńskiego płakałam „jak dobrze, że nie muszę jeszcze wracać do pracy, nie dałabym rady”.

Wyglądam tak jak kiedyś :). Brzuszek nie wiadomo kiedy zniknął, blizna po cc zamieniła się w cieniutką białą kreseczkę, piersi nareszcie powróciły do mojego ulubionego małego rozmiaru :).

*Patrząc na ulicy na szesnasto, siedemnastolatków wiem, że najgorsze wcale nie za nami. Teraz mamy po prostu przerwę :). 

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz