17 kwi 2013

Nasz synek urodził się w połowie września...

Bardzo szybko przeszłam do tego, co dzieje się, gdy spaceruję z dzieckiem pod pachą lub w wózku, ale przecież zawartość wózka musiała jakoś się w nim znaleźć, opuścić brzuch, być urodzona, w bólach, mękach, pocie i łzach.

Nasz synek urodził się w połowie września. I był to pierwszy, „przedjesienny”, chłodniejszy dzień po bardzo upalnym lecie.

Poród ze względów zdrowotnych musiał zostać wywołany 3 tygodnie przed planowanym terminem, w dniu, w którym lekarze stwierdzili, że ciąża jest donoszona i bezpiecznie można ją rozwiązać. Dzięki temu pośpiechowi zapewne, Michałek ważył zaledwie 3 kg 160 g i miał tylko 51 cm wzrostu. Dla mnie skutkowało to, wśród na pewno kilku innych czynników, lekkim i szybkim porodem.

Około godziny 15:00 położna podała mi ustaloną wcześniej z lekarzem pierwszą (i ostatnią) dawkę oksytocyny, około godziny 16:00 zjadłam placek po węgiersku (!), a mniej więcej o 16:30 zaczęły pojawiać się wyraźne skurcze. O godzinie 17:05 odpłynęły mi wody płodowe, a o 18:50 nasz Maluszek przyszedł na świat. Nie wdrożyłam w tym krótkim czasie żadnej metody łagodzenia bólu, sposobów na aktywny poród, ani żadnej rzeczy ze szkoły rodzenia, do której, jako jedynej szkoły w swoim życiu, chodziłam pilnie, nie wagarując.

Mój mąż stojąc u wezgłowia łóżka porodowego wlewał mi tylko do ust wodę mineralną, położna – nieopisanie cudowna, Anioł refundowany przez NFZ – masowała mi okolicę krzyżową pleców w najtrudniejszym momencie porodu i nie wiadomo kiedy – chlup – dzidzia na brzuchu. Nie przesadzę, jeśli przyznam, że zdarzały mi się boleśniejsze od porodu miesiączki, oraz że późniejszy zastrzyk znieczulający i zakładanie szwów wzmacniających w wiadomej okolicy, były bardziej nieprzyjemne.

Miałam ogromne szczęście, że tak to wszystko przebiegało, bo przynajmniej pierwszy w życiu poród, którego zawsze tak bardzo się wszystkie obawiamy, nie zniechęcił mnie do kolejnych, ewentualnie, w przyszłości :).

Inne w tej kategorii:

Komentarze (18)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2013-04-18 07:24:46

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Ta historia przypomina mi moj pierwszy porod o 5 przyjazd do szpitala ale zero boli skurczy niczego,pierwsza obawa ciekawe ile to potrwa ok 7 zaczely sie ierwsze lekkie bole a 10.37 mialam mala na brzuchu.Potwierdzam wszytsko zalezy od poloznej moja byla aniolem umiala pozmoc samym slowem zmotywowac do parcia kiedy juz nie masz sil,mijemy nadzieje ze niedlugo znowu ona bedzie moim aniolem na porodowce :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
natalia
2013-04-18 01:15:11

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Ja po porodzie mam bolesniejsze miesiaczki niz sam porod. Tylko ze ja urodzilam w niecale 2 h bo po 4 rano bylam w szpitalu a juz o 6.00 dokladnie byla Naomi na swiecie, i ja nie dostalam zadnej dawki oksytocyny, a tez rodzilam 3 tyg wczesniej ale moja mala wazyla 2650g.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Monix
2013-04-18 01:13:08

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Jaka lewatywa i po co?w normalnych krajach tego nie robia, ja rodzac (nie w Polsce) tez nie mialam robionej lewatywy i moglam jesc w czasie porodu, choc osobiscie nie mialam ochoty na jedzenie. I pomimo iz mialam ciezki porod to zgadzam sie z autorka, da sie przezyc i absolutnie nie boje sie ewentualnych przyszlych porodow :) do tego dodam jeszcze, ze uwazam iz to naprawde wyjatkowe przezycie tak jak i cala ciaza:) a patrzac na mojego cudownego (przesypiajacego od poczatku wszystkie noce) 7 mies ... iecznego syneczka az chce mi sie juz nastepnego maluszka :) i mysle ze tego i tak nie zrozumie zadna kobieta do poki nie zostanie matka, ja sama kiedys nie chcialam miec dzieci i panicznie balam sie porodu. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
anonim
2013-04-17 20:35:24

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Jaka lewatywa i po co?w normalnych krajach tego nie robia, ja rodzac (nie w Polsce) tez nie mialam robionej lewatywy i moglam jesc w czasie porodu, choc osobiscie nie mialam ochoty na jedzenie. I pomimo iz mialam ciezki porod to zgadzam sie z autorka, da sie przezyc i absolutnie nie boje sie ewentualnych przyszlych porodow :) do tego dodam jeszcze, ze uwazam iz to naprawde wyjatkowe przezycie tak jak i cala ciaza:) a patrzac na mojego cudownego (przesypiajacego od poczatku wszystkie noce) 7 mies ... iecznego syneczka az chce mi sie juz nastepnego maluszka :) i mysle ze tego i tak nie zrozumie zadna kobieta do poki nie zostanie matka, ja sama kiedys nie chcialam miec dzieci i panicznie balam sie porodu. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Maja
2013-04-17 21:48:13

Tego na szczescie sie chyba juz nie praktykuje, a przynajmniej w normalnych szpitalach. ja rodzialam w anglii i tam wrecz mi kazali jesc miedzy skurczami, zebym miala sile na parcia. Natura..i tyle ;)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Ania Nugat
2013-04-17 18:46:35

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2013-04-17 17:53:16

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Kama
2013-04-17 17:48:13

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Karolajna
2013-04-17 18:02:37

Kama Ty chyba masz coś z głową? Zazdrość o lekki poród? Pewnie babeczką, które miały ciężkie porody trudno wyobrazić sobie lekkie porody takie jak Twój ale zazdrością tego raczej nazwać nie można.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MI
2013-04-17 17:43:49

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Jazzy
2013-04-17 17:43:13

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anna
2013-04-17 17:57:18

A Ty myślisz, że każdy poród jest bolesny? Jeśli tak, to TY nie znasz rzeczywistości.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Ola
2013-04-17 21:33:53

No ty chyba śmieszna jesteś. To że TY się męczyłaś (prawdopodobnie) na porodówce pierdyliard godzin, to nie znaczy że wszystkie mamy tak samo. Ja akurat miałam ciapka w ciapkę jak w tekście powyżej, więc jedyną osobą która powinna się dokształcić na temat kobiecej fizjologii, jesteś Ty.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Agi
2013-04-17 16:26:22

re: Nasz synek urodził się w połowie września...

Autorka tego artykułu i tak miała dobrze....Moja ciąża była obciążona cukrzyca ciążową.W dniu ostatniego ktg zapis był nie prawidłowy. Sprawdzano go 3 razy i nie było lepiej. Na izbie przyjęć , pomimo otrzymania skierowania do szpitala od lekarza prowadzącego ciążę, odesłano mnie z kwitkiem i kazano samemu poszukać szpitala w którym będę rodzić. Tu nie mieli dla mnie miejsca, choć szpital oficjalnie reklamują się,że nie odsyła pacjentek i że współpracują z innym ... szpitalem, aby żadna pacjentka się nie stresowała.....Byłam w lekkim szoku. Zadzwoniłam po męża,urwał się z pracy. Przez przypadek trafiłam na Karową. Na izbie przyjęć postawili oczy w jakiej sytuacji mnie postawiono. Zrobili usg. Okazało się,że nie mam już wód płodowych. Zostałam przyjęta na oddział na chwilę przed północą. Następnego dnia o 11 dostałam oksytocynę. O 15 zaczęły się skurcze. na początku myślałam sobie,że nie boli gorzej niż przy miesiączce, byłam zadowolona,że praktycznie nie boli. O 18. 30 chodziłam już po ścianach, błagałam o znieczulenie. Dostałam za opłatą. I jak ręką odjął. Po chwili zaczęły się skurcze parte i o 19.26 Julcio był już z nami. Trafiliśmy na super położną, babka tak motywowała,że nie wiem jak to opisać. Chyba Bóg nade mną czuwał,że tak się wszystko potoczyło. Świetnie się mną zajęli i polecam wszystkim właśnie ten szpital. Cały personel na 6. Julcio na szczęście urodził się zdrowy pomimo życia w próżni... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz