24 paź 2013

Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”…

Wczoraj był jeden z tych dni, kiedy z niczym nie mogłam się obrobić. Nic nie szło po mojej myśli. Pranie, prasowanie, sprzątanie, spacer z Małym… Nawet nie wiem kiedy minął dzień. A i tak nie zdążyłam zrobić wszystkiego z mojej listy. Mój maluch jest teraz bardzo wymagający. W dzień śpi naprawdę bardzo mało, a kiedy się bawi, to nie mogę zostawić go samego z zabawkami – stale dopomina się o uwagę mamy.

No i przypomniałam sobie jak to było w Erze Przed Leonem. Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”. Nawet w ciąży wzbraniałam się przed leniuchowaniem. A trzeba było odpocząć na zapas :).

W ciąży czułam się bardzo dobrze i postanowiłam pracować tak długo, jak pozwoli mi na to samopoczucie i zdrowie. Wiedziałam, że nie chcę wykorzystywać mojego stanu do ucieczki na zwolnienie. Czułam, że siedzenie w domu będzie dla mnie nużące i męczące. Nie mogłam forsować się sprzątając, ostateczne kompletowanie wyprawki dla Juniora zaplanowałam na dziewiąty miesiąc, a absolutnie nie wchodziło w grę lenistwo przed telewizorem, którego wręcz nie znosiłam. Byłam typem człowieka, który rano wybiega z domu i ochoczo lata po mieście cały dzień, aż do upadłego. Wtedy dopiero czułam się usatysfakcjonowana. Każda doba musiała nieść odpowiednią ilość przeżyć. No i odpowiednio mnie wymęczyć :-). Stąd moja decyzja o aktywności zawodowej.

Po przeprowadzce dużo korzystniejsze czasowo było dla mnie dojeżdżanie do firmy komunikacją miejską, a nie jak dotychczas samochodem. Okazało się to jednak do tego stopnia męczące, że po miesiącu mordęgi postanowiłam iść na L4. O przygodach brzuszka w autobusach i tramwajach jeszcze opowiem, gdyż zasługują na osobne wspomnienia :-). Koniec końców dyspensę od pracy zrobiłam sobie pod koniec ósmego miesiąca. Byłam już naprawdę „duża”, udzielało mi się zmęczenie, nie wyobrażałam sobie dalszych dojazdów do biura, ośmiogodzinnego siedzenia za biurkiem i rozwiązywania stresujących sytuacji.

Kobiety, które idą w ciąży na L4 są bardzo często oceniane negatywnie. Jednak każda sytuacja jest inna i nie można sprowadzać wszystkiego do stereotypu, że „ciężarówki” wymuszają zwolnienia, wykorzystują pracodawcę, czy naciągają państwo.

Są przyszłe mamy, które idą na zwolnienie lekarskie z powodu nieprawidłowego przebiegu ciąży. Nie mogą wykonywać dotychczasowego zajęcia ze względu na warunki zagrażające dzidziusiowi lub chcą odpocząć emocjonalnie od stresującej pracy. Są też takie, które czują się dobrze, ale wykorzystują ciążę jako ostatni moment, aby odetchnąć przed pierwszymi miesiącami z dzieckiem. Niektóre już na wstępie wraz z wiadomością o zbliżającym się macierzyństwie planują zwolnienie, inne decydują się na wolny czas bliżej rozwiązania. Czasem kobiety idą na zwolnienie, bo tak sugeruje pracodawca, który na okres absencji pracownika woli zatrudnić kogoś na zastępstwo. Zwolnienie jest czasem skutkiem przeświadczenia, ze po urlopie macierzyńskim nie będzie gdzie wrócić. Jeśli pracodawca jest nielojalny, nie powinien dziwić go brak lojalności ze strony pracownicy. Ostatnio jednak jest coraz więcej mam, które chcą pracować do końca ciąży, bo czują się dobrze lub uważają, że bez nich firma się zawali.

Uważam, że każda przyszła mama ma prawo decydować, czy chce pracować w ciąży czy iść na zwolnienie. I nikt nie ma prawa tej decyzji krytykować. Nawet jeśli mama chce po prostu trochę odpocząć na zapas : -) (dlaczego ja tego nie zrobiłam?). Później nie ma już na to czasu. Jest tylko coraz więcej obowiązków. Niektórzy mówią, że ciąża to nie choroba, ale z drugiej strony jest przez nas pięknie określana stanem odmiennym. A ten rządzi się swoimi prawami w sferze fizycznej, jak i psychicznej.

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (4)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Ania
2013-10-24 15:59:31

re: Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”…

w 100% się zgadzam!!!!!!!!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Ania
2013-10-24 14:22:10

re: Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”…

Zgadzam się w całej rozciągłości :).

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Olusz
2013-10-24 13:58:36

re: Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”…

Ja czułam się w ciąży świetnie, ale musiałam iść na L4 dość wcześnie, bo sugerowała mi to moja kierowniczka. Praca stojąca, sklep odzieżowy. Moja praca w ciąży ograniczała się więc do znienawidzonego przeze mnie obsługiwania kasy fiskalnej, nie mogłam wchodzić na drabinę, nie mogłam podnosić rąk do góry (co akurat jest prawdą), dźwigać kartonów z dostawami- poszłam więc na L4. Które, prawdę mówiąc, ciężko było "wydębić" od mojego lekarza, którego żona ... w ciąży pracowała do dnia porodu... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2013-10-24 13:56:47

re: Nie doceniałam słodkiego „nicnierobienia”…

Ja czułam się w ciąży świetnie, ale musiałam iść na L4 dość wcześnie, bo sugerowała mi to moja kierowniczka. Praca stojąca, sklep odzieżowy. Moja praca w ciąży ograniczała się więc do znienawidzonego przeze mnie obsługiwania kasy fiskalnej, nie mogłam wchodzić na drabinę, nie mogłam podnosić rąk do góry (co akurat jest prawdą), dźwigać kartonów z dostawami- poszłam więc na L4. Które, prawdę mówiąc, ciężko było "wydębić" od mojego lekarza, którego żona ... w ciąży pracowała do dnia porodu... Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz