09 lis 2013

Nie mogłam uwierzyć, że TO już się zaczęło!

Data narodzin Leona była obciążona dużymi nadziejami ze strony obu przyszłych babć. Termin porodu wyznaczono mi na 7 maja. Spowodowało to cichą rywalizację pomiędzy nimi. Moja mama urodziła się 5 maja, natomiast teściowa 6. Cóż za zbieg okoliczności. Każda z nich po cichu liczyła na to, że wnusio chwilkę się pośpieszy i w przyszłości będą wspólnie świętować urodziny. Moja mama pytała w żartach: – To dla kogo będzie prezent? Tymczasem ze względu na moją ospę, wskazane było, aby Junior posiedział w moim brzuszku nawet o kilka dni dłużej niż wyznaczony termin. Lekarz nakazał mi bezwzględnie leżeć i odpoczywać. Codziennie odbierałam telefony od zatroskanej rodziny i przyjaciół. Słyszałam wciąż to samo pytanie: – Już? A ja zamiast cieszyć się, że ktoś się o mnie martwi i troszczy, byłam tym coraz bardziej poddenerwowana. Czułam się jak tykająca bomba. Jeszcze chwila a wybuchnęłabym krzykiem lub płaczem: Dajcie mi wszyscy spokój!

Teraz kiedy przypominam sobie jak TO się zaczęło, to śmieję się pod nosem z mojej reakcji. Byłam w ciąży 9 miesięcy. Oczywistym było to, że pewnego dnia ona się skończy i w naszym życiu pojawi się mały bobas. Jednak kiedy zaczęłam rodzić, nie mogłam uwierzyć, że TO już! Dlatego jestem zawsze ciekawa opowieści innych mam, jak to było u nich.

Cały dzień poprzedzający poród czytałam o zwiastunach porodu i o jego przebiegu. Gdy zaczął mnie tego dnia lekko pobolewać brzuch, to ostrożnie stwierdziłam, że to bóle przepowiadające, które mogą pojawić się już na kilka dni przed rozwiązaniem. Zlekceważyłam je jednak i nic nie powiedziałam mężowi. W nocy koło trzeciej obudził mnie silny ból. Pomyślałam – a może to już?… Po czym zasnęłam. Rano, gdy P. wychodził do pracy, postanowiłam że nie będę mu o tym mówić. Włączyłam komórkę i dalej pogłębiałam w Internecie wiedzę na temat porodu. Gdy po 20 minutach wstałam z łóżka –oprzytomniałam – wreszcie nie miałam wątpliwości, że TO JUŻ, odeszły mi wody.

Podekscytowana zadzwoniłam po P., a sama w tym czasie dopakowałam torbę do szpitala i ubrałam się. Kiedy poród się zaczął, byłam w świetnym nastroju, myślałam sobie ciekawe jak to będzie... Jednak po sześciu godzinach mina stanowczo mi zrzedła… Było ciężko, naprawdę ciężko. Tak to prawda, zapomniałam o wszystkim, czego nauczyłam się w szkole rodzenia – techniki oddychania, sposoby radzenia z bólem. Byłam tak zdenerwowana, że nie potrafiłam sama tego wykorzystać. Koncentrowałam się tylko na tym, co w danej chwili kazano mi robić. Miałam szczęście, bo trafiłam w ręce cudownej położnej.

Nasz słodki Skarb przyszedł na świat 6 maja o godzinie 15.10 przez cesarskie cięcie…W końcu w urodziny teściowej ;-) Mamo, ale nie przejmuj się tym!

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz