25 lis 2014

Niedoskonała…

mama i syn

Daję z siebie wszystko dla Leosia, tak mi się wydaje. Miewam dni, gdy biję się ze swoimi myślami „możesz więcej!”, „postaraj się bardziej!”. Czuję, że to, co ofiarowuję, to mało w stosunku do ogromu miłości, której doświadczam od niego. On kocha miłością czystą, bezgraniczną, instynktowną. Nie zastanawia się, czy coś wypada, czy nie. Rzuca się w ramiona wtedy, gdy poczuje taką potrzebę, całuje pod wpływem impulsu. Pragnie uwagi, obecności, nawet gdyby (w oczach dorosłych) nie działo się nic specjalnego.

Wieczorem, gdy patrzę jak mój aniołek z blond loczkami zasypia, robię sobie rachunek sumienia… Jaka ze mnie niedoskonała matka. Przepraszam za to, że…

…dzisiaj mało było tego czasu razem,

…za moją krótką cierpliwość,

…za wszystkie „zaraz”, „już, tylko dokończę/coś zrobię”,

… za to, że idę jak mnie woła, ale za chwilę jestem zajęta już czymś innym (bo zupa jest taaka ważna),

…za nieuwagę.

To, co ofiarujemy naszym dzieciom, wraca jako plon. Wiem, że jeśli teraz otoczę go miłością, to w kolejnych latach zobaczę ją ze zwielokrotnioną siłą. A może właśnie za kilka lat na pytanie: „Leosiu, pomożesz mi?” usłyszę: „Zaraz, teraz jestem zajęty”. Są rzeczy, o których nie będziemy oboje pamiętać już za kilka dni, za miesiąc, nie mówiąc o perspektywie kilku lat. Są takie, które wbiją się w naszą pamięć do końca życia. Dlatego codziennie robię rachunek zysków, strat i rzeczy, które udało mi się naprawić.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz