16 cze 2013

Nikt mi nie wmówi, że to nudne siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem...

25 maja mój niespełna 8 i pół miesięczny synek poczynił pierwsze poważne próby raczkowania. Cieszę się, bo myślałam, że nic z tego nie będzie. Jest bardzo silnym jegomościem. Niezłą mam w związku z tym gimnastykę codziennie, ponieważ raczkowanie w ogóle go nie bawi, za to robi wszystko, by samodzielnie stanąć na nogi. Podciąga się na meblach (kanapa, krzesło, noga od stołu), a najśmieszniej – o zabawkę – trapez z zawieszkami. Każda z prób, póki co, kończy się upadkiem i uderzeniem głową o dywan. Minę ma wtedy nietęgą i zbiera mu się na płacz. Obserwuję go dyskretnie. Nie podchodzę natychmiast, czekam, aż sam upora się z bólem i porażką. Po chwili oczywiście reaguję, by czuł się bezpiecznie. W każdym razie chce chodzić, niezwykłą ma z tego radochę, a ja obolały kręgosłup od ciągłego pochylania się. Zaczynam myśleć poważnie o zakupie chodzika lub takich śmiesznych szelek do nauki chodzenia. Muszę tylko porozmawiać z lekarzem na temat bezpieczeństwa jednego i drugiego przedmiotu dla zdrowia i rozwoju ruchowego, bo słyszałam różne, negatywne i pozytywne opinie, mam mętlik w głowie na ten temat.

Bardzo szybko czas biegnie. Nawet nie zorientowałam się za bardzo, kiedy Michałek stał się taki „duży”. Rozwija się w błyskawicznym tempie. Jest cudownie komunikatywny, radosny i grzeczny. Co dnia przekonuję się, jakie to wyzwanie, być rodzicem takiego małego człowieczka. I ile w tym radości i nauki dla mnie samej. Tak, można wiele nauczyć się obserwując rozwój własnego dziecka. Nikt mi nie wmówi, że to nudne, siedzieć w domu i zajmować się maluszkiem. Uważam, że to fascynujący i rozwijający czas dla kobiety. Pod warunkiem, że umie się w tym odnaleźć.

 

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz