29 maj 2014

No to do kogo jesteś podobny?

słodziak

Teraz, kiedy mieszkamy w naszym rodzinnym miasteczku, często spotykam na spacerach dawno nie widzianych znajomych lub jakieś dalsze ciotki i wujków. Wszyscy oczywiście z ciekawością (mój mąż mówi, że w większości przypadków to po prostu wścibstwo) zaglądają do naszego wózka, chcąc zobaczyć naszego potomka.

Synek wtedy się zawstydza, ale w 99,9% przypadków jest to zawstydzanie na wesoło, takie zalotne. Na przykład chowa twarz w swoich rączkach, a potem uśmiechając się odsłania jedno oczko, potem drugie. Tak na marginesie to właśnie ja, gdy byłam malutka, to na spacerach uśmiechałam się do wszystkich. Jak tylko ktoś – nawet obcy – pochylał się nad wózkiem, śmiałam się do niego w głos. Mój mężuś natomiast w takich momentach ściągał wrogo brwi, nie było mowy o jakimkolwiek uśmiechu.

Wracając do tematu, gdy te napotkane przez nas osoby zapuszczają żurawia pod budkę wózka, to zaczyna się giełda pomysłów.  - No to do kogo jesteś podobny? Do mamy czy taty? Bywa często tak, że to właśnie ta daleka rodzina potrafi znaleźć w wyglądzie Leona elementy podobieństwa z jakimś pradziadkiem, stryjecznym wujkiem itd… Najczęściej jednak wyłapują takie rzeczy jak: loczki, mały kartofelkowy nosek, szare oczka, wąskie usteczka, no i ten piękny dołeczek, kiedy się uśmiecha. Wszystko, jak u mamy ;).

Z jednej strony bawi mnie takie porównywanie, a z drugiej sama nie mogę oprzeć się tej kuszącej zabawie, gdy patrzę na dzieci moich koleżanek.

Leon skończył już rok, ale ciężko mi powiedzieć czy jest choć trochę podobny z charakteru do mnie lub męża. Myślę, że charakter ma w większości Leosiowy z niewielką domieszką wesołości tatusia.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz