03 gru 2013

Od rozpaczliwego płaczu po szaleńczą radość, czyli nasz okruszek w kąpieli

Pełne euforii, radosne piski naszego synka, dochodzące wczoraj wieczorową porą zza drzwi łazienki, natchnęły mnie do napisania słów kilku o kąpieli naszego maluszka.

Od początku wiedziałam, że mistrzem wieczornego rytuału będzie tata. Powodów było wiele. Raz, tatuś ma większe i silniejsze dłonie niż mama, co gwarantuje stabilne i bezpieczne trzymanie maluszka. Dwa – wydaje mi się, że tata jest bardziej zadaniowy. – Trzeba wykąpać? Proszę bardzo! Rach-ciach i zrobione. Ja rozczulałabym się delikatnością, kruchością maleństwa. Nad tym, aby tu czy tam nie nalało mu się wody. Poza tym po cc. byłam dość długo osłabiona i nie czułam się na siłach trzymać tak długo naszego ciężarka. Najważniejszym argumentem było dla mnie jednak to, że musi być i coś dla mamy, i coś dla taty. Moje sam na sam z maluchem to były chwile, gdy go karmiłam. Tata otrzymał w prezencie codzienne kąpiele. Przyznaję, że do tej pory tylko kilka razy kąpałam synka. Tatusiowi tak się spodobało, że wziął tę przyjemność na wyłączność. Nawet kiedy zdarzy mu się później wracać do domu, to gna, aby zdążyć na wieczorne pluskanie z naszym szkrabem.

Na początku nie było to wcale łatwe ani przyjemne… Stawialiśmy wanienkę i przewijak w pokoju na stole. Od momentu gdy tato władał Leosia do wody, ten zaczynał płakać wniebogłosy. Uspokajał się dopiero, gdy wyjmowaliśmy go z kąpieli, zawijaliśmy w ręcznik i ogrzewaliśmy suszarką. Na szczęście po mniej więcej miesiącu kąpieli nie reagował już tak dramatycznie. Nasz maleńki odkrył, że woda jest mokra :-) Jak tylko tata wkładał go do wody, to wystawiał język i zaczynał oblizywać brodę… A gdy skończył trzy miesiące, zauważyliśmy, że kąpiel sprawia mu prawdziwą frajdę i codziennie wieczorem wręcz jej wyczekuje.

Kiedy pewnego razu Leośko spostrzegł, co można robić z wodą, a mianowicie chlapać (i to nie byle jak, bo do samego sufitu), wieczorne pluskanie przeniosło się do łazienki. A tam harce rozkręciły się już na całego. Teraz Leo trzyma się brzegów wanienki i z całej siły wali nogami – cała ściana i cały tata są mokrzy! Juniorowi woda pryska na twarz, ale wcale mu to nie przeszkadza. Nie umie jeszcze samodzielnie siedzieć (jak się nauczy, to dopiero będzie się działo), więc jedną rączką trzyma się tatusia, a drugą uderza w wodę. Mam wrażenie, że Leoś mógłby się pluskać i pluskać. Oj, coś czuję, że niedługo przyjdzie czas, kiedy będziemy go wyciągać z kąpieli podstępem, bo sam nie będzie chciał wyjść. Teraz kąpiel dla Leosia to rytuał, relaks i zabawa. W czasie pluskania Leon jest radosny, ale też bardzo skupiony. Natomiast podczas suszenia i ubierania, to już tylko zabawa i zabawa. Śmieje się, gulgocze, piszczy z radości, a tata go łaskocze, gilgocze i… obaj są w tej chwili najszczęśliwsi na świecie!

PS Chyba niedługo wybierzemy się wreszcie na basen z naszym małym wodnikiem.

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz