26 lip 2014

Okiem Taty - Kolorowe jarmarki

karuzela

Pamiętacie tę imprezę ze swojego dzieciństwa? Wata cukrowa, obwarzanki, w tle huk petard, ale przede wszystkim karuzele!… Znacie to? Nie przyjmuję odmownych odpowiedzi, nie wierzę, że nie! Nie wstydźcie się! ;-)

W moim rodzinnym miasteczku odpust odbywa się od zawsze. We wspomnieniach pierwsze migawki z niego mam z okresu, kiedy naprawdę byłem jeszcze małym szkrabem. Cały czas mam przed oczami obrazy kolorowych straganów z pożądanymi przeze mnie i braci figurkami żołnierzyków, samochodzikami na resorach i pistoletami na kapiszony. To była naprawdę jedna z niewielu okazji w roku, aby zobaczyć tyle upragnionych zabawek w jednym miejscu (nie to co teraz te nasze rozpuszczone dzieci mają!). Obowiązkiem było zrobienie kilku przejazdów na karuzeli łańcuchowej, aż do momentu, gdy przestawał działać zmysł równowagi, a treści żołądkowe podchodziły wysoko do gardła ;-). Po całym dniu wracało się szczęśliwym i padniętym do domu, podgryzając wiszące na szyi obwarzanki i dmuchając w nowy wiatraczek.

W minioną niedzielę byłem po raz pierwszy na odpuście jako Tatuś. Przeszliśmy cały teren, na którym porozstawiane były karuzele i znaleźliśmy trzy rodzaje, które zdawały się być przeznaczone dla osobników w leosiowym wieku. W końcu okazało się, że na pociąg mogą wchodzić tylko osoby ważące do 30 kilo (hm, jakoś żadne z nas się nie kwalifikowało, a Leon nie cieszy się jeszcze taką wolnością, aby szaleć samodzielnie, bez rodziców). Po dłuższym oglądzie okazało się, że karuzela numer dwa miała zbyt przewrotne tempo jak dla małego Leo. Została nam jedna. Niby wybór żaden, ale wyszło idealnie. Klasyk - samochody i zwierzątka stojące na platformie i jeżdżące w kółko. Nasze dziecię kierowało czerwonym jeepem, a przy drugiej kolejce żółtym traktorem. Obawialiśmy się, czy Leoś nie będzie chciał uciekać. Bezpodstawnie – był zachwycony. Przez cały czas kręcił kierownicą i oglądał się na boki, obserwując inne dzieci. Był zaczarowany. Straszliwie napaliłem się na jazdę samochodzikiem elektrycznym z Leosiem. Oczami wyobraźni widziałem, jak szalejemy razem po torze. Moja żonka natomiast oczami wyobraźni widziała, jak zderzamy się z innymi samochodzikami i Leo wali zębami lub czołem w twardą kierownicę. No cóż… skrajnie odmienne wizje. Jej wygrała. Takie to już role mam i tatusiów (więcej TUTAJ). W sumie może i miała rację. Poczekamy jeszcze trochę.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz