18 gru 2014

Okiem Taty – Męski wyjazd

tata i syn

Wróciliśmy z Wrocławia. Wspaniałe miasto. Wyjazd okazał się być ostatecznie  bardzo męski. Właściwie można powiedzieć, że ja i Leon byliśmy na jednej wycieczce, a Mamusia była na drugiej. Pochłonięta pracą spędziła z nami niewiele czasu. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poradziliśmy sobie na medal. Było świetnie.

Co złożyło się na „sukces”? :-) Przekonanie, że my niczego nie musimy. Nie musimy już teraz koniecznie jeść obiadu, chodzić wcześnie spać, mieć założonych rękawiczek itd., itd. Relaks, luz i dobra zabawa. Przyjąłem postawę szacunku wobec upodobań kulinarnych Synka. I tak zupa ze słoiczka kompletnie mu nie smakowała. Beee! Wcale się nie dziwię ;-) Chodziliśmy na pizzę, Leo wciągał ulubione tagliatelle w sosie serowo-śmietanowym. Na topie były: chrupki, paluszki, jogurt sam, ale też jogurt z kabanosami, bułki, kiełbaska. Ze mną Leon nauczył się jeść cukierki (owocowe ciągutki). Przez cały wyjazd zachwycał się tramwajami. „O! zobacz jedzie pociąg!” pomagało niemal w każdej sytuacji.

Dla mnie ta wyprawa była świetna pod tym względem. Nareszcie spędziłem mnóstwo czasu z moim Synkiem. Byłem z nim rano, kiedy jadł kaszkę, w południe, gdy odkrywaliśmy wspólnie piękno wrocławskiego Rynku, to ja tuliłem go w ramionach, kiedy zasypiał. Wreszcie mogę powiedzieć, że będąc ze mną Leon zrobił coś pierwszy raz. Niestety przez pracę ucieka nam, rodzicom, wiele rzeczy. Same wiecie.  Otóż Leon pierwszy raz był w ZOO, pierwszy raz widział tygrysa, żyrafę… Będąc właśnie z Tatą :).

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz