28 paź 2014

On jest zazdrosny!

rodzina

Doba kurczy się u nas niemiłosiernie szybko. Śmiem wątpić, czy to tylko moje subiektywne wrażenie. U nas czas leci jak szalony. Od rana praca, po pracy dziecko, po dziecku praca. Raz gotowanie zupki, raz drobne porządki, innym razem pisanie maili (u mnie), obrabianie i „dopieszczanie” zdjęć (u mojego mężusia, bo „po godzinach” jest fotografem). Ilość rzeczy, które da się zrobić między 17:30 a 22:30 jest niestety ograniczona. No i w tym wszystkim jakoś tak brakuje czasu na… dopieszczanie siebie nawzajem :(.

Nikt nie mówił przecież, że będzie łatwo… No i nie jest. Są okresy wzmożonej pracy… i nieco mniej wzmożonej ;-). Mój mąż w związku z tym ostatnio się buntuje! „Nie masz dla mnie czasu”, „jesteś zawsze zajęta”, „dla Ciebie najważniejsza jest praca i dziecko”, „a ja?”. O rany, zaniedbałam mojego faceta! A przecież od niego wszystko się zaczęło ;-), całe moje szczęście.

Kocham to, co mam. Czasem jednak z nostalgią patrzę wstecz, kiedy był czas na wszystko. Nasze dziecko pochłania nas w 100%. Wracając do moich wakacyjnych przemyśleń, na temat tego czy dziecko zbliża czy oddala, dzisiaj jestem bliżej opcji numer dwa (moje wakacyjne przemyślenia są TUTAJ). Żeby było śmieszniej, to u nas Leo rozdziela nas niemal fizycznie ;-). Zaprosiliśmy go do naszego łóżka, a on teraz nie chce z niego wyjść. Śpi między nami. Gdzieś czytałam, że jak dziecko przekroczy magiczną granicę 13 miesięcy, to coraz trudniej wypchnąć go z sypialni rodziców... Nasz ma 18 miesięcy! Chyba przegapiliśmy ten moment :). Łudzę się, że gdy przeprowadzimy się do nowego mieszkania, to uda mi się go skusić samodzielnym spaniem w jego własnym, dorosłym łóżku z fajną pościelą z Myszką Miki… Naiwna? Wiem, co powiecie… Chciałaś, to masz!

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz