26 gru 2013

Pierwsze świąteczne doświadczenia

W Wigilię było bajkowo: wszyscy uśmiechnięci, choinka u dziadków pod sam sufit, piękne, kolorowe ozdoby, prezenty, kolędy i nasz synek zachwycony tymi wszystkimi wspaniałościami. Wiem, że Leoś nie zdaje sobie jeszcze sprawy z ogromu emocji, które towarzyszą świętom, jednak na pewno zauważył, że dzieją się rzeczy niecodzienne. Czy mój maluszek zachowa część z tych wspomnień w swoim sercu na zawsze? Ostatnio czytałam, że dziecko nie ma możliwości przypomnieć sobie niczego konkretnego z pierwszych czterech lat życia. Jest to zjawisko nazywane `amnezją wczesnodziecięcą`. Z drugiej strony słyszałam również, że istnieje coś takiego jak `pamięć zapachów`. Dzięki niej, gdy poczujemy aromaty znajome z dzieciństwa, to powracają do nas dawno odczuwane emocje.

Wczoraj nie było u nas świętego Mikołaja. To znaczy był, ale zostawił tylko pod choinką kilka prezentów i wcale nam się nie pokazał. Stwierdziliśmy, że Leoś jest jeszcze za mały, aby ktoś przebierał się za Mikołaja (chociaż mój tata miał ogromną ochotę). Taka postać mogłaby go w tym roku co najwyżej przestraszyć. A oprócz Leosia była z dzieci tylko moja siostrzenica, która ma już 8 lat i wyrosła z wiary w Świętego. W przeciwieństwie do dziadków, nie daliśmy się zwariować świątecznemu,  zakupowo-prezentowemu szaleństwu. Jesteśmy podstępnymi rodzicami i wykorzystaliśmy to, że Leosiowi w tym roku jest wszystko jedno, czy dostanie prezent za 20 zł czy za 200 zł. I taki, i taki prezent mógłby sprawić mu taką samą radość, a gdyby go nie było w ogóle, to właściwie też byłoby dobrze. Tak więc kupiliśmy mu tylko małe… tamburyno. Tak, wiem, że to dziwny prezent dla 8-miesięcznego dziecka. Ale naprawdę trafiliśmy w dziesiątkę! Leon jest zafascynowany dźwiękami, które wydaje. Wali nim o podłogę, że ho ho! Na dodatek tamburyno ma zabudowany jeden bok, więc służy mu również jako bębenek. Od dziadków Leon dostał między innymi chodzik-pchacz. Prezent mu się podoba, jednak sądzę, że ich najlepsze wspólne chwile jeszcze przed nimi. Ciekawe, jak chodzik sprawdzi się, gdy synek zacznie stawiać swoje pierwsze kroki.

W Boże Narodzenie na obiedzie u rodziców rozmawiałam z kuzynką, która ma rocznego synka. Opowiedziała mi, jak w Wigilię ich maluch nieomal ściągnął ze stołu cały obrus ze wszystkimi potrawami. Cudem uniknęli tragedii.

Tą opowieścią zmobilizowała nas do wzmożenia rodzicielskiej czujności. A niebezpieczeństwa czają się na każdym kroku: choinka, bombki, igiełki z choinki, kabelki, długi obrus, świece, ostre sztućce, gorące potrawy... Podsumowując – trzeba mieć naprawdę oczy naokoło głowy.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz