26 cze 2014

Siostrzyczka

dziewczynka

W naszej rodzinie jest ogromny deficyt maluchów w wieku zbliżonym do Leosiowego. Wśród najbliższej rodziny - tj. naszego rodzeństwa - jest tylko jedno dziecko, a właściwie już prawie panna na progu nastoletniości. 

Córka mojej siostry przez 8 lat była jedynym dzieckiem w rodzinie. Pierwsza wnuczka, jedynaczka. Oczko w głowie babci, córunia tatusia, gwiazda rodzinnych spotkań. Kochana przez wszystkich do szaleństwa, moja chrześnica, przybrana, ukochana córeczka (pamiętam, jak pytałam ją:  - Słuchaj, to może się zamienimy? Teraz ja będę Twoją mamą, a mama Twoją ciocią, dobrze? I będziesz mieszkać ze mną, dobrze?  - Tak!!!). Najmłodszy członek naszej familii, więc naturalnie stawiana przez wszystkich na pierwszym miejscu. W święta obdarowywana górą upragnionych prezentów. Dziewczynka radosna, urocza, o dobrym serduszku, grzeczna. Słodka jak malinka.

Aż tu nagle pojawia się on - mały Leon. Niby wszyscy jej mówią, że brat, że taki fajny, że biega za nią z uwielbieniem w oczach. Tylko ona jakoś nie może się do tego przekonać… Nagle babcia i dziadek noszą na rękach kogoś innego, razem z Jej mamusią i ciocią zachwycają się, że ten Leon taki kochany, że chodzi, że piszczy, że coś tam gada. Wielkie halo! Ona też umie chodzić, co więcej biegać, robić gwiazdę, śpiewać, wysoko skakać, pięknie rysuje i zna piosenek sto. Dorosłym to nie wystarcza. Zaczyna więc szaleńczą walkę o swoją pozycję, o mamę, o babcię, o dziadka. Tupie, trzaska drzwiami, krzyczy, zamyka się w pokoju, a łezki spływają jej po policzkach. Nie radzi sobie z emocjami. Walczymy z poczuciem osamotnienia, zazdrością, opowiadamy, jaka ona była, gdy miała roczek, co robiła. Całujemy, przytulamy. Ciężko jest być jedynakiem, a przecież nie jej to wina.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz