22 paź 2013

Syndrom wicia gniazda…

Niemal przez ostatnie dwa lata mieszkaliśmy w niedużej kawalerce. 25 m kw. było naszą oazą spokoju…. Jeden pokój służył nam za sypialnię, salon, jadalnię. Skromnie. Nie narzekaliśmy jednak, gdyż cena wynajmu była niska, a mieszkanie całkiem przytulne. Poza tym byliśmy tam naprawdę szczęśliwi. To było nasze pierwsze miejsce, w którym byliśmy zupełnie sami. Mieszkaliśmy razem już w czasach studenckich, ale wtedy zawsze ktoś był za ścianą. A tu wreszcie nie musieliśmy się nikim krępować.

Dla nas trojga ta przestrzeń stałaby się za mała. Kiedy myślałam, ile nowych rzeczy pojawi się z naszym bąbelkiem już na wstępie (wiadomo, że później będzie już tylko więcej i więcej) – łóżeczko, przewijak, wózek, wanienka, ubranka – postanowiliśmy poszukać nowego gniazdka. Poza tym im bliżej rozwiązania, tym odczuwałam coraz większą potrzebę przygotowywania się do nowej roli i gromadzenia rzeczy dla maluszka. Poczułam, czym jest znany mi z poradników dla przyszłych mam „syndrom wicia gniazda”. Poszukiwania nie były łatwe. Obejrzeliśmy całą masę mieszkań po babciach z meblami z lat 50., sztucznymi kwiatkami i makatkami na ścianach. Ceny nie były wcale promocyjne. W końcu się udało. Znaleźliśmy dwa piękne, duże pokoje w kamienicy w pobliżu Łazienek Królewskich. Do wynajęcia mieszkania była długa kolejka chętnych, co zmusiło mnie do użycia mojego uroku osobistego ;-) Cieszyłam się ogromnie na nowe miejsce, jednak gdy ostatni raz stałam w pustej kawalerce, to zrobiło mi się tak jakoś smutno. Przyszły dobre i złe wspomnienia i uczucie, że coś się w naszym życiu kończy i już nie wróci.

Oj, przeprowadzka w ósmym miesiącu ciąży nie była łatwa. Bardzo pomogła nam rodzina, sami nie dalibyśmy rady. Dla mnie najgorsze było to, że miałam ochotę urządzać wszystko według własnego uznania. Tymczasem moja kondycja była słaba i dość szybko się męczyłam. Co chwilę okazywało się, że tego nie podniosę, bo za ciężkie, tego nie zrobię, bo trzymałabym za długo ręce w górze i tak dalej. Niełatwe było to dla kobiety, która lubi mieć wszystko po swojemu (zresztą jak większość pań).

Podziwiam mojego SuperMęża, bo praktycznie cały ciężar przeprowadzki spoczął na nim. Przez tydzień przewoził rzeczy, malował ściany, sprzątał i przy tym codziennie chodził normalnie do pracy. Kochanie, dałeś radę! Udało się i przyszedł czas, aby odhaczyć okienka na liście z wyprawką dla naszego bobasa.

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz