08 kwi 2014

Szpital

baby

Nastał okres, który doprowadza mnie do zgrzytania zębami ze złości i bezsilności. Dopadło nas chorobowe fatum. Przez 10 miesięcy nasz maluch był okazem zdrowia. Odkąd się przeprowadzaliśmy  (to już miesiąc), choroba goni chorobę.

Najpierw Leona rozłożyło przeziębienie -39°C i sam katar. Minął tydzień i mały wydawał się już zdrowy - przestał gorączkować, katar całkiem odpuścił. Niespodziewanie gorączka znowu się podniosła. Myślę sobie - kurka, trzeba było nie wychodzić z nim jeszcze na dwór, znowu się przeziębił. Tym razem okazało się, że to coś gorszego...

Leoś dostał w nocy biegunki… Widzieliśmy, że boli go brzuszek, okropnie płakał. Nad ranem wyruszyliśmy do szpitala na izbę przyjęć. A tam - uwaga - pozamykane na cztery spusty! No gdzie jak gdzie, ale tam powinna być na pewno całodobowa pomoc lekarska. Dzwoniliśmy, pukaliśmy, minęło 15 minut - cisza. Ile można stać i czekać ze słaniającym się maluchem w ramionach? Zagotowało się we mnie. Czego się spodziewałam, przecież to nasza cudowna służba zdrowia w małych miastach… Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na Nocną i Świąteczną Pomoc Lekarską. Tam przynajmniej ktoś nas przyjął. Leon dostał leki, ale… jeśli miałabym napisać o jakości tej obsługi, to padłoby tu wiele niecenzuralnych słów…

Synek w ciągu dnia spał, nic nie zbijało temperatury, objawy nie ustępowały. Najgorsze, że nie chciał nawet patrzeć na picie, o jedzeniu nie wspomnę. Baliśmy się, że się odwodni. Spakowaliśmy się i pognaliśmy do kolejnego szpitala. Tam nareszcie ktoś profesjonalnie udzielił nam pomocy. Leoś dostał od razu kroplówkę. Zastanawiałam się, jak taki maluch może leżeć spokojnie z wenflonem w rączce. Okazuje się, że może i to kilka dobrych godzin. Tylko w chwilach przypływu energii i świadomości chciał machać rączką, bo intrygowała rurka, którą miał w łapce. Następnego dnia był jeszcze osłabiony, dużo spał, ale wyglądał już o wiele lepiej. Po drugiej nocy w szpitalu obudził się niemal zdrowy. Na szczęście mieliśmy dość spory pokój (już nie wspomnę o luksusie - łóżku dla mnie), jednak co można robić przez tyle dni w jednym pokoju? Sama miałam wrażenie, że już wariuję :). Mieliśmy ze sobą laptopa i Leoś obejrzał tyle bajek, co nigdy.

W sumie Leoś dość szybko doszedł do siebie, bo po niecałych dwóch dniach był właściwie zdrowy. Uff… Lekarze przedstawili nam swoją diagnozę - „jakiś wirus”. Rotawirus? Szczepiliśmy synka na rotawirusy. Nie uchroniło go to od infekcji, ale może dzięki niej delikatniej przeszedł chorobę?

Inne w tej kategorii:

Komentarze (5)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2014-04-08 21:39:14

re: Szpital

Ja czytałam, że szczepionka różyczka-odra-świnka osłabia odporność. W każdym razie moja córa jest przed. Na razie łyka wit C i tran, aby wzmocnic troche odpornosc

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-04-08 21:29:02

re: Szpital

przez pierwszy rok synek nie chorował wcale, a po 13 miesiącu miesiąc w miesiac w szpitalu... Nie wiem czy to szczepionka na odre swinke i rozyczkę tak osłabiła jego odporność czy to poprostu zbbieg okoliczności, bo mial kontakt z chorym dzieckiem.... 3 razy wystarczy, mam nadzieję ze już wychorował swoje i szpital będzie nas omijał... Teraz chucham, dmucham, uważam bardzo :)) chorych do domu nie wpuszczam i basta :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-04-08 17:19:49

re: Szpital

No właśnie, przed nami szczepionka świnka-odra-różyczka. Tyle złego się o niej naczytałam, że jestem przerażona

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-04-08 16:20:59

re: Szpital

Kocham swoje dziecko, więc go nie szczepię. Szczepionka nie chroni przed chorobą, dziecko nie przechodzi jej też słabiej niż twierdzi wiele osób. Niestety badania mówią same za siebie - dzieci szczepione chorują częściej, często powikłania poszczepienne są o wiele poważniejsze niż te po chorobach.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-04-09 10:10:10

My też jesteśmy przeciw szczepieniom. Czy lekarz da gwarancję, że dziecko nie zachoruje na chorobę na którą był szczepiony? Najlepsze jest to że osoba ktora nie szczepi to samo zło. Robi krzywdę wg lekarzy - a prawda jest taka że szczepionki wspierają tylko przemysł farmaceutyczny. Lekarze mówią że dziecko nieszczepione jest zagrozeniem dla innych dzieci szczepionych. Zagrożeniem? jakim cudem skoro te dzieci są zaszczepione? :D Cieszę się ze nie szczepiliśmy dziecka bo własnie w tych okresach co mielismy szczepic to jakies syfy byly w szczepionkach... dopiero pozniej oglosili to i wycofali skazone szczepionki. i co? kto mi da gwarancje ze szczepionka jest dobra? a co z rtęcią w szczepionkach? Miałam 8 miesięczna córke. Zmarła... Podaliśmy szczepionkę i się pogorszyło. Co prawda miała wadę serca ale gdyby lekarze zajmowali sie leczeniem a nie pierdołami - szczepionkami to moze mielibyśmy 3 letnia córke... Zamiast zrobic konkretne badania po urodzeniu to czepiają się ze nie dajemy szczepionek. A gdyby byly badania to lekarze zabroniliby mojemu dziecku podawac szczepionek... a czemu? ze szkodza jak dziecko chore? a jak zdrowe to nie?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz