29 paź 2013

Ten czas poświęciliśmy z mężem WSPÓLNIE na myślenie o Juniorze, czyli o szkole rodzenia

Od początku chcieliśmy iść do szkoły rodzenia. To była nasza pierwsza ciąża, pierwsze dziecko, pierwszy poród, wszystko pierwsze w tym temacie :-). Dawno nie miałam styczności z niemowlakiem. Jedyny maluszek, który był do tej pory obecny w moim życiu, to moja siostrzenica. Tylko że ona skończyła już 7 lat. Nic już nie pamiętałam. Znajome mamy mówiły mi, że jak urodzi się dziecko, to będę wiedziała, co robić. Taki instynkt. Ja wolałam jednak trochę wcześniej się doszkolić. Ważne było również to, że do szkoły rodzenia mieliśmy iść OBOJE. To super, że przyszły tata chciał się zaangażować. Ten czas poświęciliśmy z mężem WSPÓLNIE na myślenie o naszym Juniorze, o tym co nas czeka. Poza tym ja to ja – trochę wcześniej podpytałam, trochę poczytałam na temat ciąży, porodu, pielęgnacji dziecka. Mój Luby natomiast nie dowiedziałby się tego wszystkiego samodzielnie.

Do szkoły rodzenia zapisaliśmy się w 6 miesiącu ciąży. Wybraliśmy zajęcia w Szpitalu Bielańskim – tam miałam rodzić. Spotkania dwa razy w tygodniu po 1,5 h. Raz wykłady, raz ćwiczenia. Te ostatnie były super. Nauczyłam się wielu przydatnych ćwiczeń. I takich ogólnych, aby nie dać całkowicie sflaczeć mięśniom w ciąży, i takich pomocnych w czasie porodu. Przede wszystkim ćwiczyliśmy oddychanie, oddychanie i jeszcze raz oddychanie. Dzięki tym zajęciom mobilizowałam się do ćwiczenia mięśni Kegla.

Prowadząca – Pani Karina (super babka) – nauczyła nas bardzo fajnego masażu pleców (bardzo przydatny podczas skurczów na sali porodowej, ale też miły wieczorkiem w domu ;-) ) oraz sposobów na radzenie sobie z bólem podczas porodu. Zawsze wracałam z zajęć z jakimiś praktycznymi wskazówkami.

Zajęcia teoretyczne – każdy temat realizowany był z innym prowadzącym. Mnie najbardziej podobało się o noworodku, jego pielęgnacji i porady na temat karmienia piersią. Cóż to była za frajda ćwiczyć na lalce-niemowlaku zakładanie pampersów, trzymanie, ubieranie, kąpanie. Na zajęciach wraz z położną zwiedzaliśmy oddział położniczy. Znane jest mniej straszne :-) Niektóre tematy na części teoretycznej całkowicie odklepane ze slajdów – szkoda.

Szkoła rodzenia – polecam!

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz