04 mar 2014

W małpim gaju

w małpim gaju

Wczoraj wybraliśmy się do sali zabaw w pobliskiej klubo-kawiarni dla dzieci. Była to baardzo udana wizyta i żałuję, że wcześniej tam nie zajrzeliśmy. Sądziłam, że Leon nie będzie jeszcze zainteresowany tym miejscem – pudło! Nasze dziecko było tak zajęte, że nie miało nawet czasu się napić.Nasza klubo-kawiarnia jest kameralnym miejscem. Podzielona jest na dwie części – w pierwszej stoi kilka stolików, przy których rodzice mogą wypić pyszną kawę, zjeść ciepłą szarlotkę czy też nakarmić swojego malucha, druga to królestwo dzieciaków. Najmłodsi mają tu do dyspozycji dużą salę z niezliczoną ilością zabawek (nasze dziecko dostało oczopląsu) oraz  –  dla spokojniejszych dzieci  – kącikiem bogato wyposażonym w akcesoria do malowania.

Po sali zabaw kręciło się kilkoro maluchów, wyróżniało się jednak spośród nich dwóch braci – młodszy,  około dwuletni Jasio  i czteroletni Mikołajek. Na podłodze leżało z piętnaście różnych samochodzików. Zgadnijcie, który najbardziej interesował Mikołajka? Oczywiście ten, którym bawił się nasz Leon. A dla Leona, który pojazd  był najciekawszy? Ten, którego trzymał w rączce Jasio! Tak więc chłopaki pod okiem pilnujących ładu i porządku rodziców nieustannie „przekazywali” sobie zabawki. Jasio i Mikołajek wykazywali sporą wyrozumiałość dla małoletności naszego potomka. Na przykład :  chłopcy jeździli samochodami po dywanie, Leoś do nich podszedł na czworakach i przestawił jakiś tor. – Nie, dzidziusiu, to musi tu leżeć! – pouczył Leona zatroskany Mikołajek. Mama chłopców wchodzi do sali i pyta: - Miki, a może chcesz zjechać ze zjeżdżalni? – Chcę kupę – odpowiedział dziarsko maluch, jakby to były czynności o tym samym stopniu atrakcyjności. Popatrzyłam, posłuchałam chłopaków i pomyślałam: najśmieszniejsze chwile przed nami!

Największą atrakcją klubo-kawiarni jest „małpi gaj”, czyli popularne kuleczki ze wszystkimi przeszkodami , zjeżdżalniami itd. Niespodzianką było dla nas to, że poznaliśmy tam rówieśniczkę Leona - Zosię. Początkowo Leon zachowywał się nieśmiało. Jak go posadziliśmy, tak siedział sobie w tych kuleczkach i tylko patrzył (Zosieńce jego nieśmiałość nie przeszkadzała - odważna młoda dama cały czas go zaczepiała). Jednak po pewnym czasie Leo rozkręcił się. Zaczął bawić się kulkami, balonikami i odpowiadać na harce Zosi. To dopiero mieliśmy ubaw, kiedy maluchy gadały do siebie w sobie tylko znanym języku (co takie maluchy sobie wtedy myślą?), łapały się za nosy  czy zachwycone wsadzały sobie nawzajem palec w oko :).

Inne w tej kategorii:

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2014-03-04 20:35:45

re: W małpim gaju

My też byliśmy w klubo- kawiarni może piszemy o tej samej też była Zosia... :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz