09 sty 2014

Wakacje! Znów będą wakacje!

Za oknem szaro-buro. Tęsknię za latem... Oglądam na komputerze nasze zdjęcia i powracam myślami do minionych wakacji… i nie mogę już się doczekać kolejnych.

Leo podczas naszego pierwszego wspólnego urlopu miał niecałe 3 miesiące. Co roku wyjeżdżaliśmy gdzieś z P., więc zanim jeszcze Leoś się urodził, nastawiliśmy się, że i tym razem nie będzie inaczej. Nie chcieliśmy rezygnować z podróży. Ostateczną decyzję odwlekaliśmy jednak do ostatniej chwili. Chcieliśmy zobaczyć, jaką istotką będzie – czy będzie płakał po nocach, miewał kolki, czy damy sobie z nim radę poza domem? Młodzi, świeżo upieczeni rodzice stanęli przed poważnym dylematem. Czy synuś nie jest za mały? Czy taki wyjazd i długa jazda samochodem nie zaszkodzą mu? Gdzie szukać rady i pomocy? Pobiegliśmy do obu babć, tylko że każda dość dyplomatycznie odpowiadała nam, że to nasza decyzja. Sądziłam, że może wujek Google coś mi podpowie. Ale tu również opinie mam okazały sięskrajnie odmienne. Spotkałam wiele komentarzy, że lepiej nigdzie nie jechać, odpuścić sobie. Góry czy morze nie uciekną i lepiej jechać za rok. Wiele mam natomiast entuzjastycznie opowiadało o swoich wyprawach z malutkimi szkrabami. I co tu zrobić?

W końcu stwierdziliśmy z P., iż nie chcemy później żałować, że nigdzie nie byliśmy. Cały rok tylko praca i dom, praca i dom. Nasze macierzyństwo/tacierzyństwo ma być dla nas źródłem radości, a nie udręk i wyrzeczeń. No i… pojechaliśmy!

Wybraliśmy Kościelisko. Byliśmy na dwóch dłuższych wycieczkach. Przeszliśmy całą Dolinę Chochołowską i Kościeliską. Było super! Choć na początku czuliśmy się trochę nieswojo… Oczywiście, mijaliśmy rodziców z wózkami, ale zazwyczaj były to spacerówki ze starszakami. My natomiast mieliśmy gondolę. Kilka osób patrzyło się na nas jak na jakichś wyrodnych rodziców. No bo jak to? Z takim maleńkim dzieckiem w góry? Tylko proszę mi powiedzieć, czym się różni taki spacer od pobytu w parku w Warszawie? Chyba tylko dużo zdrowszym powietrzem. Nigdzie się nie śpieszyliśmy. Robiliśmy często przerwy. Leo większość czasu smacznie przespał. Nasz wózek spisał się na medal – mamy model na paskach. Świetnie amortyzował wstrząsy na wyboistej ścieżce. Gdy były większe kamienie, to ja pchałam wózek, a tatuś niósł malucha w chuście.

Było tak bezproblemowo, że w końcu w schronisku w Dolinie Kościeliskiej popełniliśmy podręcznikowy błąd. Tata został sam ze śpiącym błogo synkiem. Ja stanęłam w długiej kolejce do toalety, a potem również ja -  w barze po szarlotkę. Jestem już blisko, już prawie zamawiam, a tu nagle biegnie P. z Leosiem. Mały wrzeszczy wniebogłosy! Słyszę zdenerwowany głos męża:– Kochanie, odkąd poszłaś, to on cały czas płacze! Próbowałem go uspokoić, ale jest tylko gorzej i gorzej. Zostawiłem tam wszystkie nasze rzeczy! Hmmm… A to mały spryciarz z tego naszego szkraba. Od razu wyczuł, że mama gdzieś poszła.

Całą wyprawę wspominamy niezwykle pozytywnie. Synek niemal całą podróż samochodem przespał – czy kiedyś jeszcze tak będzie :)? Ponieważ karmiłam go piersią – nie trzeba było przygotowywać mleczka, wyparzać butelek, żadnych podgrzewaczy, zupek czy soczków. Choć rzecz jasna, jakieś wyrzeczenia zawsze muszą być. Wracaliśmy więc zawsze do pensjonatu około 18, aby jeszcze trochę pobawić się z Leosiem. Koło 20:00 kąpiel i mały spał do rana.

Drogie Mamy, jeśli staniecie przed podobnym dylematem, jak ja – jechać czy zostać w domu, to gorąco zachęcam, aby wybrać tę pierwszą opcję. Oczywiście,zależy to również od temperamentu naszej małej istotki. Dzieci od chwili narodzin kierują naszym życiem. Jednak warto tak je sobie ułożyć, żeby być zadowolonym i mieć z niego jeszcze coś tylko dla siebie.

Wszak ogólnie wiadomo, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz