27 mar 2016

Z BLOGOSFERY: Wielkanoc bez ściemy

Wielkanoc

W moim rodzinnym domu nie robiło się pisanek, nikt nie miał na to czasu. W Wielki Piątek lub w Wielką Sobotę Babcia zamiatała ulicę przed naszym domem. Wcześniej piekła chleb i ciasto drożdżowe. Na śniadanie wielkanocne Mama gotowała czerwony barszcz, podawała go z kiełbasą, szynką, boczkiem i jajkami, ten barszcze jadło się z plackiem drożdżowym. W sumie tak jest do dziś. Kilka lat temu mój Brat upierał się, że na Wielkanoc powinien być biały barszcz i od tego czasu mama robi dwa, czerwony i biały.

Jajka czy pisanki?

Nigdy nie lubiłam ich robić. Kiedy byłam dzieckiem, musiałam wykonywać pisanki na plastykę do szkoły. I na tym się kończyło. Mama miała jedną, starą, drewnianą, kolorową pisankę, którą wkładała do koszyczka. Niektóre jaja obierała, inne dawała w całości. Jaj u nas nigdy nie brakowało. Babcia nadal trzyma swoje kury. Ja pamiętam, jak kupowała kurczaki i trzymała je w domu, w kartonowym pudełku przy lampce, którą nazywała „kwoką”. Babcia liczyła każde jajko. Kiedyś jedna kura „zachorowała”, nie mogła znieść jajka, było jakieś ogromne. Babcia przyniosła tę kurę do domu i prosiła Mamę, żeby jej pomogła. Mama akurat wtedy piekła ciasto. Babcia zaniosła tę na półmartwą kurę do Dziadka do piwnicy. Nie wiem, jak to zrobili, ale wyciągnęli jajko z tej kury, niestety stłukło się, za co Babcia obwiniła Dziadka i nakrzyczała na niego, bo to jajko było największe, jakie w życiu widziała! U nas nie było pisanek, były jajka!

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz