03 kwi 2014

Z drugiej ręki

baby

Uporałam się wczoraj z wielką paką ubranek Leosia, pół dnia prałam je i segregowałam. Wszystkie za małe, na szczęście wszystkie pożyczone i można było łatwo się ich pozbyć. Półki w szafie trochę się przeluźniły. Całe szczęście, bo inaczej nie wiem, gdzie trzymałabym te wszystkie rzeczy. U nas ubrania synka zajmują w szafie prawie tyle samo miejsca, co moje czy jego taty.

Idealnie jest, gdy ma się od kogo pożyczyć ubranka, zwłaszcza dla najmniejszych dzieciaczków. My jesteśmy szczęściarzami i pożyczaliśmy je od trzech różnych osób. Ubranek kupionych przez nas jest dosłownie garstka i głównie są to jakieś skarpetki, rajstopki czy czapeczki. Leoś dorósł właśnie do kolejnego rozmiaru - zakładamy 80, a niektóre rzeczy nawet 86. I tu zaczyna się niestety pewien deficyt rzeczy pożyczonych. Coraz częściej jesteśmy zmuszeni sami kompletować Leosiową garderobę.

Wychodzę z założenia, że przede wszystkim ubranka mają być wygodne, nie ograniczać ruchów, być najlepiej całkowicie bawełniane lub z niewielką domieszką elastanu. Nie lubię zakładać mu jeansów czy sztruksów. Wydają mi się zbyt sztywne i za bardzo krępujące dla takiej małej, ruchliwej istotki – przynajmniej na razie, dopóki jeszcze nie umie sam chodzić. No cóż, hodujemy małego dresiarza ;). Czasem przechadza się również w - kojarzonych częściej z dziewczynkami - legginsach. Już nie wspomnę o tym, że ma też kilka różowych ciuszków po siostrze ciotecznej. Biedne to nasze dziecko ;).

Maluch wyrasta z ubranek tak szybko, że najczęściej nie zdąży ich zużyć albo wręcz przeciwnie - zużyje je kompletnie, np. a) podczas nauki jedzenia (poplami jakąś oporną na pranie marchewką bądź równie złośliwymi buraczkami), b) podczas ochoczego raczkowania (poprzeciera materiał na kolankach), c) podczas innych ekstremalnych zajęć. Uważam, że nie ma sensu za ubranka przepłacać (tak jakoś mi się nie zgadza, że spodenki dla dziecka kosztują tyle samo, co dla mamy), skoro i tak za chwilę z nich wyrośnie albo szybko ukróci ich żywot. Tym bardziej, że na plac zabaw jeszcze nie chodzi, więc wstydzić się nie musi ;).

Lubię buszować po second-handach. Mam kilka swoich ulubionych miejsc i znalazłam tam już kilka perełek dla Leosia. Starannie wybieram rzeczy. Uważam, że można znaleźć tam fajne, w ogóle niezniszczone ubranka. Oczywiście zajmuje to więcej czasu i zaangażowania niż tradycyjne zakupy, ale warto.

Ostatnio korci mnie jeszcze, aby samej coś mu uszyć. Chodzą mi po głowie jakieś ekstrawaganckie spodenki. Muszę wreszcie się za to zabrać.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz