05 gru 2013

Zabawki sklepowe i domowe

Wczoraj byliśmy na chwilę w galerii. Nie mogliśmy się powstrzymać i weszliśmy do Smyka. Postanowiliśmy kupić Leośkowi jakąś nową zabawkę. Wybór nie był łatwy…. Zabawek jest mnóstwo, ceny niestety horrendalne, no i nie do końca byliśmy przekonani, co będzie mu się podobać, a co nie. W końcu stwierdziliśmy, że zdecydować musi sam Leoś. Wkładaliśmy mu więc do wózka różne zabawki i sprawdzaliśmy jego reakcje.

Przy większości zabawek najbardziej fascynujące dla synka były… ich opakowania. Musiałam go cały czas pilnować, bo każde chciał wkładać do buzi i gryźć. Aż P. wziął z półki dużą Ośmiornicę Ośmionutkę Lamaze. To był strzał w dziesiątkę. Ośmiornica jest bardzo kolorowa, ma dużą uśmiechniętą buźkę, wielkie czarne oczy, a co najciekawsze dla naszego szkraba – naciskając jej ramiona, można zagrać jakąś melodię. Oj, Leosia to tak rozbawiło, że przymknęliśmy oko na cenę i Ośmiornica wylądowała w naszym koszyku. Kupiliśmy mu również zawieszkę Małpkę (przy poruszaniu piszczy). Jestem oczarowana zabawkami Lamaze. Przytulanki są uszyte z materiałów o różnych fakturach, są miękkie, mają szeleszczące elementy, lustereczka, gryzaczki, małe grzechotki, zawadiackie tasiemki. Właściwie wszystkie zabawki, które widziałam, są cudownie kolorowe (Leoś ma w domu jeszcze czerwonego Galopującego Konika – od cioci). Wszystkie te elementy sprawiają, że synek jest za każdym razem tak samo ciekawy tych zabawek, ciągle poznaje w nich nowe rzeczy. Maskotki świetnie pobudzają i rozwijają zmysły: wzroku, dotyku i słuchu. Taaak… Czyli obecnie mamy na tapecie Ośmiornicę i Małpkę.

Wcześniej przez jakieś dwa tygodnie w zachwyt wprawiała go interaktywna kula, która świeci, wydaje różne dźwięki i najważniejsze – sama jeździ po podłodze. Kiedy zobaczył ją pierwszy raz, to najpierw oniemiał z zachwytu, a później z całych sił machał rączkami i nóżkami, próbując za nią ruszyć (choć wtedy jeszcze pełzać ani raczkować nie umiał). Sprawiła mu wiele radochy. Na razie ją schowaliśmy. Czekamy, aż zacznie się trochę samodzielnie przemieszczać po dywanie, to będzie miał jeszcze większą frajdę.

Hm, ale nie tylko takie „sklepowe” zabawki lubi nasz maluch! Największą radochę sprawiają mu rzeczy, które kryją się choćby w naszej kuchennej szufladzie. Taka oto na przykład drewniana łyżka do mieszania czy łopatka… Cudo! Leośko bawi się nimi godzinami. Można je przekładać z rączki do rączki, można nimi walić, gryźć. Albo na przykład kuchenny pędzelek. Hm… ileż to czasu poświęcił mu nasz synek. Chciał koniecznie zbadać co to takiego, więc siup do buzi… A tu coś gryzie i łaskocze :- ) Mina – bezcenna. Nie mówiąc już na przykład o klawiaturze do komputera. Skoro mama i tata ciągle coś przy niej robią, to musi być fascynująca. Gdy tylko podsuwam ją Leosiowi, to od razu zaczyna w nią z całych sił stukać. Ale najlepsza jest chyba komórka mamy – śpiewa piosenki, czasami gada głosem taty lub babci, świeci i jest świetna do gryzienia :-).

PS Jutro nasze pierwsze Mikołajki. Mamy dla naszego Juniora prezent… Tfu! Św. Mikołaj ma!

M.

Inne w tej kategorii:

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz