Karmienie dziecka przez wielkie „K”

Nie ukrywam, że same początki mojej przygody z karmieniem naturalnym były dla mnie baaardzo trudne.

mama i dziecko

Wczorajsza wizyta u pediatry trochę mnie dobiła. Córeczka za mało przybrała na wadzę w ciągu ostatniego miesiąca. I cóż? I dokarmianie. Nigdy się nie zapierałam, że nie będę tego robić. Mimo takiej nagonki na karmienie piersią zdecydowałam, że jeżeli będzie taka potrzeba, będę karmić mlekiem modyfikowanym. Nastawiałam się na to, że po porodzie może okazać się, że od początku będziemy karmić mlekiem sztucznym. Byłam więc wniebowzięta, że mam pokarm i mogę karmić piersią. Nie ukrywam, że same początki mojej przygody z karmieniem naturalnym były dla mnie baaardzo trudne. Ja nie umiałam karmić - córka nie umiała jeść z piersi. Pierwsza doba w szpitalu była trudna. Malutka nie chciała jeść, ponieważ opiła się wód płodowych. Później obie dzielnie walczyłyśmy i udało się, ale dopiero w drugim tygodniu życia córki mogłam stwierdzić: „Umiem karmić piersią”. Była niechęć do prawej piersi (podobno zdarza się u wielu dzieci), były nakładki silikonowe , było ściąganie pokarmu i karmienie butelką [przeczytaj też: Karmienie piersią - siedem najczęstrzych roblemów]. Wszystko było, ale się udało. Byłam z siebie piekielnie dumna. Dygresję jednak zostawiamy daleko w tyle, miało być o dokarmianiu...

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz