OCZAMI POŁOŻNEJ: Moje pierwsze porody

Gdy myślę o moich pierwszych porodach, to oczywiste, że wracam myślami właśnie do tych, które znacząco na mnie wpłynęły.

babys feet

Mój pierwszy poród, który zobaczyłam na własne oczy, był dosyć trudny. Byłam wtedy studentką studiów licencjackich położnictwa w mniejszym mieście i odbywałam wraz z koleżankami swoje pierwsze praktyki na sali porodowej. Trakt porodowy był dosyć typowy. Kafelki na ścianie i łóżka porodowe jeszcze starszego typu. Były już tam jednak pierwsze próby nadania przytulności i oswojenia zimnego szpitalnego wnętrza. Zawieszono ładne kolorowe zasłonki, było kilka piłek porodowych, z których pacjentki korzystały z dość sporą rezerwą i nieufnością.

Najbardziej pamiętam jednak dużą fajną kanapę w sali do porodów rodzinnych, z której najchętniej korzystali przyszli tatusiowie.

To właśnie w tym szpitalu, jeszcze jako bierny obserwator, widziałam jak po raz pierwszy rodzi się dziecko. Poród finalnie, w związku z zaburzeniami tętna płodu, zakończył się zabiegowo przy użyciu kleszczy położniczych. Zakładał je doświadczony, starszy wiekiem, lekarz położnik. Zrobił to niezwykle sprawnie i precyzyjnie. A co najważniejsze - urodziło się dziecko w dobrym stanie.

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz