List od jednej z Mam: Problemy w ciąży przez podejście lekarza...

`Gdy chciałam zmienić lekarza, mój mąż i znajomi drwili ze mnie, że przesadzam (...)`.

ciąża

Obecnie jestem w 35 tygodniu ciąży przykuta do łóżka, a moje kochane maleństwo w każdej chwili może pojawić się na świecie. Cieszę z każdego kolejnego dnia, gdzie maluszek jest jeszcze we mnie. Z każdym dniem jest bezpieczniej, a ja jestem spokojniejsza.

Mieszkam w średniej wielkości mieście, lekarza do prowadzenia ciąży wybrałam ze względu na pozytywne opinie odnośnie jego umiejętności wykrywania wad płodu i świetnego sprzętu jaki posiada w swoim gabinecie. Pierwsze wizyty przebiegały zwyczajnie, bez zbędnych uprzejmości. Po około trzeciej wizycie pan doktor zaczął mieć „humorki”. Nie odpowiadał na żadne pytanie...a raczej odpowiadał: nie wiem, nie znam się, głupotami się nie zajmuję. Nie dowiedziałam się od niego, że mam anemie w ciąży, nigdy nie skomentował żadnych badań, nigdy nie odpowiadał na ŻADNE pytanie. Właściwie wizyty expresowe na zasadzie „idź już babo”. Zapewne mieliście zdjęcia USG swoich maluszków w ciąży, prawda? Ja mam jedno z 28 tygodnia ciąży i to tylko dlatego, że byłam stanowcza, i powiedziałam, że nie wyjdę już bez zdjęcia. Wiecie co mówił mój lekarz gdy poruszałam kwestie zdjęcia? Że gdy był młodszy zajmował się głupotami, a teraz jest poważnym specjalistą i już tego nie robi, oraz że jak urodzę dziecko zrobię mu zdjęcie.

Gdy chciałam zmienić lekarza, mój mąż i znajomi drwili ze mnie, że przesadzam i podchodzili do tematu na zasadzie, że „odwala mi”w ciąży.

Uwierzcie mi zwykłe pytania odnoście stanu zdrowia, jakiś wątpliwości pozostawały bez odpowiedź! Na badaniu w 16 tygodniu poznałam płeć dziecka. Na następną wizytę miałam zaplanowane USG połówkowe, więc wzięłam męża ze sobą. Mój mąż zadał mu jedno pytanie „czy na pewno będzie syn”. Dostał odpowiedź, że nawet jak urodzi się z penisem nie jest powiedziane, że z niego będzie facet bo teraz dużo homoseksualistów jest na świecie. Mój maż stwierdził, żebym nie czepiała się go, że jest specyficzny, ale zapewne dobry.

W 24 tygodniu miałam sprawdzaną szyjkę, na moje pytanie czy wszystko ok, padła odpowiedź żebym lepiej nie wiedziała to będę lepiej spać….

Więc zaczęłam przeglądać w domu kartę ciąży dokładnie i wyczytałam z niej (z pomocą internetu), że skraca mi się szyjka macicy. Poczytałam o tym w internecie, ale nie panikowałam. Myślałam, że lekarz zareaguje jak będzie coś „nie tak”. Kolejne badanie szyjki 33 tydzień i lekarz po badaniu mi mówi: „pani już nie ma szyjki, jak na dniach zacznie pani rodzić proszę na szpital jechać”. Szok i niedowierzanie. A pytanie o zalecenia …. dużo chodzić. Po wcześniejszej wizycie nie miałam żadnych zaleceń, ale że poszperałam w internecie o skracającej się szyjce wiedziałam, że muszę włączyć oszczędny tryb życia i dużo leżałam, nie dźwigałam, starałam oszczędzać się na maxa. Więc jak lekarz kazał mi chodzić, tak zaczęłam spacerować… Po dwóch dniach zaczęła się akcja porodowa. Wylądowałam w szpitalu, gdzie akcja została zatrzymana, maluszek dostał sterydy, a ja leki na podtrzymanie.

Tam od lekarzy dowiedziałam się, że jak szyjka zaczęła się skracać powinnam dostać leki, bądź skierowanie na kroplówki do szpitala i zapewne nie miałabym teraz takiego problemu.

Gdy po dwóch dniach mój lekarz prowadzący pojawił się w szpitalu na dyżurze, skreślił mi kroplówki,  wszystkie leki i na następny dzień do domu.

Wiecie jak wyglądał obchód z jego udziałem? (oczywiście on go prowadził) Zajrzał... powiedział „dziś idziesz” i tyle. Nikt nie zapytał mnie jak się czuje. Na karcie miałam wpisane, że będę jeszcze zbadana przed wypisem.

Hmmm badania nie miałam zrobionego. Wypis przyniósł pielęgniarz, a na wypisie żadnych zaleceń! Poszłam szukać mojego kochanego lekarza prowadzącego… jak zaczęłam mówić do niego odwrócił się i powiedział „czego chcesz ode mnie kobieto idź ródź już”. Ręce mi opadły… 33 tydzień ciąży. Więc pozostałam sama sobie ze zgładzona szyjką, bez czopa, z rozwarciem nie określonym, z wizytą za 3 tygodnie u lekarza prowadzącego.

Żaden lekarz nie podejmie się już poprowadzić mnie z komplikacjami.

Dlaczego wcześniej nie zmieniłam lekarza? Nacisk męża głównie, uparł się, że to istny cud, a ja wymyślam.

Gdybym w szpitalu i na szkole rodzenia nie poznała dziewczyn, które tak samo traktuje cudowny ów lekarz, myślałabym że ma problem do mnie. Ale wydaje mi się, że pieniądze za wizyty prywatne to jedno, a dwa chce „łapówkę” za poród. Nie widzę innego wytłumaczenia takich zwierzęcych zachowań. No poza tym oczywiście, że jest wypalony już zawodowo i w dupie ma czy urodzę w 32 czy 40 tygodniu. Poród odbył się. A czy później matka będzie całe życie po klinikach jeździć jego to już nie interesuje.

To moja pierwsza ciąża i żałuję, że nie posłuchałam głosu rozsądku, który podpowiadał mi, że ten lekarz to totalna porażka, tylko dalej w to brnęłam.

Wiem... wiem…. 35 tydzień to nie tragedia, dzieci rodzą się wcześniej...w tej historii chodzi mi o podejście lekarza prowadzącego ciążę, a nie dyskusję nad bezpiecznym tygodniem rodzenia.

Mam nadzieję, że dotrwam do 38 tygodnia. Życzcie mi powodzenia!

„Wizytę” u lekarza mam za tydzień… a raczej odebranie zwolnienia mam za tydzień.

Jeżeli jesteś w ciąży, a Twój lekarz prowadzący zachowuję się w sposób jaki Tobie nie odpowiada, nawet gdy jest to ordynator oddziału w szpitalu w którym chcesz rodzić, zmień go i miej spokojną głowę i sumienie.

A. (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

(pisownia oryginalna - przyp. redakcji)

Przeczytaj też: Te gwiazdy przeżyły bardzo ciężkie chwile w ciąży >>>

***

Kochane Mamy, na Wasze listy czekamy pod adresem: redakcja@supermamy.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy.

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Lena
2017-05-09 20:58:51

hej. ja urodziłam w 34 ty ciąży wcześniaka.moj lekarz prowadzący ciąże dbal o mnie od począt

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz