`Wyłam z bólu` - rodzącej z mięśniakiem macicy odmówiono cesarskiego cięcia

Joanna Pachla, autorka bloga `Wyrwane z kontekstu` opisała ze szczegółami, jak została potraktowana podczas porodu.

cesarskie cięcie

U Joanny 5 lat temu zdiagnozowano mięśniaka macicy. Niestety jego ułożenie nie pozwalało na jego wycięcie. Mimo kosztownych kuracji także nie udało się go pozbyć. W styczniu zeszłego roku usłyszała, że na ciążę musi się zdecydować teraz albo nigdy. Świadoma problemów, jakie może mieć z zajściem w ciążę, a także z jej utrzymaniem podjęła to ryzyko. Jeszcze na etapie planowania ciąży, wiedziała, że jeśli poród to tylko carskie cięcie.

"Nie dlatego, żebym sobie tego życzyła (choć nie boję się przyznać, że i bez wskazań tylko tę opcję brałabym pod uwagę), ale dlatego, że poród siłami natury mógłby zagrażać mnie i mojemu dzieckuwspomina blogerka. Choć pod koniec ciąży okazało się, że mogłaby urodzić naturalnie, usłyszała, że "bezpieczniej byłoby nie". Oprócz wspomnianego mięśniaka, blogerka cierpiała na zakrzep żył okołoodbytowych i posiadała wskazanie do operacji od psychiatry. Okazało się jednak, że dla lekarzy to za mało.

Z regularnymi skurczami trafiła do szpitala przy ul. Karowej w Warszawie. Podczas badania lekarka nie potrafiła odnaleźć na USG mięśniaka, sugerując jego przemieszczenie. Wtedy też usłyszała, że "najprawdopodobniej nie przeszkodzi w porodzie, więc może zatem próbujmy". Blogerka domagała się jednak cesarskiego cięcia, ale kazano jej czekać.

"Około dwudziestej wyłam już z bólu. Skurcze były coraz częstsze, miałam wrażenie, że coś od środka miażdży mi kości. Bolało wszystko - nawet każdy krok Pawła wokół łóżka. Kiedy przychodził kolejny skurcz, krzyczałam, że ma się nie ruszać. Na zmianę płakałam i jęczałam. "

Jak relacjonuje w cierpieniu, płaczu i krzykach czekała około trzech godzin na to, jak zwolni się sala do cesarki. Gdy rozwarcie osiągnęło 6 cm, lekarz miał powiedzieć, że robienie cesarki w tym momencie to byłaby już głupota. Nie zgodził się na to partner blogerki i nagle znalazła się sala operacyjna.

Podczas zabiegu okazało się, że mięśniak cały czas jest w tym samym miejscu (czyli stanowił przeszkodę do naturalnego porodu), ale lekarz wykonujący cesarskie ciecie nie wiedział, co z nim ma zrobić. Postanowił więc wykonać telefon do innego lekarza... prosząc poradę. W międzyczasie miał także pytać pacjentkę, a gdy ta zmęczona i pół przytomna nie wiedział, miał powiedzieć: "To ja mam za panią decydować?! Przecież to pani macica!" Ostatecznie mięśniak nie został usunięty.

"Zszyli mi brzuch, po raz kolejny wypomnieli, że jestem leniwa, że co to za filozofia urodzić naturalnie. Ale najlepsze usłyszałam na koniec: "Pani myśli, że jest po wszystkim? To teraz pani zobaczy, jak będzie pani z tym brzuchem fajnie. A później pozdrowi pani od nas swojego doktora"- kończy swój wpis rozżalona blogerka.

Cały wpis blogerki możecie przeczytać klikając ponżej.

Kochane Mamusie, spotkałyście się z tym, że szpital kwestionuje wskazania do cesarki?

db

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz