List od jednej z Mam: Poród jak z filmu

`Jestem ogromnie wdzięczna mojemu mężowi. Dał radę. Jestem z niego bardzo dumna.`

noworodek

To była końcówka 9 miesiaca. 20 grudnia. O 5 rano coś wyrwało mnie ze snu. Zauważyłam ze odeszly mi wody i po chwili poczułam silny skurcz. Natychmiast obudzilam męża i kazalam mu biec do sasiada ktory mial nas zawieźć do szpitala. Kiedy wyszedł, poczulam kolejny skurcz. Wiedzialam ze mamy niewiele czasu, wiec postanowilam sie przebrać. Z trudem zalozylam sukienke, rezygnując z bielizny. Kiedy wrocil moj mąż, kazalam zadzwonic mu na pogotowie i powiedziec, ze wyjezdzamy im naprzeciw.

Skurcze były juz coraz silniejsze i powtarzaly sie co chwilę. Kiedy w koncu udalo mi sie wsiąść do auta, ruszylismy. Przejechalismy jakies 5 km i nadal nie bylo pogotowia, a ja poczulam skurcze parte. Wiedzialam, ze nie zdazymy. Krzyknęłam do kierowcy, ze ma się zatrzymac i wyprosiłam go z samochodu, jednoczenie prosząc meza, zeby przesiadl sie do tyłu. Byłam przerażona, a jednoczesnie dziwnie opanowana. Kazalam mężowi wyjac z torby kocyki i czekac.

Po kilku sekundach poczułam, ze nadchodzi kolejny skurcz. Widzialam strach w jego oczach, ale byłam pełna wiary, ze wszystko będzie dobrze. Bylismy skazani tylko na siebie.

Po chwili uslyszalam glosny płacz, a mój mąż trzymał naszego synka na rekach. Natychmiast przytulilam go do siebie i kazalam mężowi spojrzec na zegarek. Była 5.59. Nadal nie było karetki. Przez caly czas bylismy w kontakcie z dyspozytorką, ale to i tak mnie nie pocieszalo. Martwilam sie o moje dziecko. Na dworze był mróz. Odetchnelam z ulga dopiero, jak zobaczylam nadjezdzajacą karetke. Wiedzialam, ze juz nic nie grozi mojemu malenstwu. Do szpitala dotarlismy przed 7. Moje sloneczko bylo okazem zdrowia, a ja dziękowałam Bogu za to, ze nad nami czuwał.

Często wspominamy to wydarzenie z usmiechem na ustach, ale pamietam, ze wtedy nie było nam tak wesoło. Jestem ogromnie wdzieczna mojemu mężowi, bo wiem, że nie było to dla niego łatwe. Wczesniej, jak rozmawialiśmy o porodzie, mówił, ze nie chce przy tym być, bo boi sie, ze nie da rady. Dał rade. Nie tylko towarzyszył mi podczas porodu, ale sam go odebrał. Jestem z niego bardzo dumna.
 
Filip (wybralismy mu takie imię, po tym jak położona zaśmiala sie mówiąc, ze wyskoczył jak Filip z konopi) ma dzisiaj 15 miesięcy i jest zdrowym i ciekawym świata małym urwiskiem. A ja juz nie moge sie doczekać, kiedy w koncu mu opowiem tą historię. 
 
Angelika 
 
(pisownia oryginalna - przyp. redakcji)
 

Zobacz też: Kobieta urodziła w samochodzie ponad 4-kilogramowe dziecko! (ZDJĘCIA&VIDEO) >>> 

***
Kochane Mamy, czekamy na Wasze listy pod adresem: redakcja@supermamy.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy!
Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz