To pierwsza porodówka dla matek z nieuleczalnie chorymi dziećmi w Polsce

Sala dla kobiet, które wiedzą, że ich dzieci urodzą się nieuleczalnie chore, powstanie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym.

poród

Mamusie, które przeżyły poronienie, lub spodziewają się ciężko chorego, lub umierającego dziecka mają inne potrzeby niż mamusie, które urodziły zdrowego maluszka. Choć to oczywiste, nasze porodówki nie są dostosowane do takich realiów. Kobiety, które przechodzą ciężkie chwile, leżą na salach poporodowych raz ze wszystkimi rodzącymi.

W końcu powstanie pierwsza w Polsce placówka dla mam, które wiedza, że ich dziecko urodzi się nieuleczalnie chore. Porodówka, na której będą przyjmowane porody dzieci z wadami letalnymi czyli takimi, która powodują śmierć dziecka w kilka lub kilkanaście godzin po narodzinach, powstaje w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. W placówce tej od trzech lat funkcjonuje program opieki hospicyjnej, w tym czasie 50 par skorzystało z pomocy placówki. Szpital współpracuje stale z Wrocławskim Hospicjum dla Dzieci. Pomysł powstał po rozmowach właśnie z kobietami, które zdecydowały się na urodzenie dziecka z wadą letalną.

- Hospicyjna sala porodowa jest odizolowana od centralnego bloku korytarzem, tak by stworzyć atmosferę domowego porodu. Dotychczas było tak, że te pacjentki rodziły na jednej sali, co prawda przedzielonej boksem, z kobietami, które wiedziały, że będą miały zdrowe dzieci. Nierzadko te pacjentki słyszały płacz innych dzieci i okrzyki radości innych rodziców. To musiało być trudne, zwłaszcza, że te pacjentki wiedzą, że ich dziecko umrze za kilka godzin lub następnego dnia - przyznaje prof. Mariusz Zimmer, szef kliniki ginekologiczno-położnicznej w rozmowe z Gazetą Wrocławską.

Ponieważ w szpitalu jest miejsce, postanowiono wydzielić dodatkową porodówkę dla rodziców ciężko chorych, umierających dzieci, które przecież mają inne potrzeby niż pary, które przychodzą do szczęśliwego porodu.

- Takie miejsce się pojawiło, chociażby po to, żeby tym rodzicom zapewnić więcej czasu, więcej intymności, wyłączyć to miejsce z bloku porodowego, jego dźwięków, jego radości, po to, żeby zapewnić taką możliwość, żeby nie tylko rodzice mogli się z dzieckiem pożegnać, ale również dziadkowie czy rodzeństwo. W warunkach normalnego bloku porodowego nie jest to niemożliwe, ale jednak bardzo trudne - mówi położna Joanna Krzeszowiak, koordynatorka opieki hospicjum perinatalnego.

 

Komentarze (2)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

mama
2017-07-30 08:38:06

We wrześniu 2016 r. urodziłam synka z bardzo rzadkim zespołem wad genetycznych (trisomia chromosomu 22 tj tzw. zespół kocich oczu). Poród odbył się w Szpitalu im Biziela w Bydgoszczy. Synek żył 11 godzin i 28 minut....Dzięki "ludzkiemu" podejściu personelu mogłam wspólnie z mężem spędzić z synkiem ostatnie jego godziny na świecie....Później też zostałam przeniesiona na oddział ginekologiczny, gdzie nie było świeżo upieczonych mam...Ja miałam bardzo dużo szczęścia, ... bo spotkałam ludzi, którzy próbowali oszczędzić mi dodatkowych przykrości....niestety nie w każdym szpitalu tak jest....W 2010 r. po poronieniu w 15tc zostałam położona na sali z innymi dziewczynami (na tym samym etapie ciąży!!)...To był koszmar...gdy przechodzę obok Szpitala nr 2 w Bydgoszczy..nadal czuję ból i ...złość...bo szpital nie powinien kojarzyć się z bezdusznością!!! Takie oddziały dla mam, które wiedzą, że szansa na długie życie ich maleństwa są małe, jest bardzo potrzebny!!! Dziękuję "pomysłodawcom"!!! Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
mama
2017-07-28 15:21:47

rodziłam w Bytomiu wiedziałam ze córka bedzie niepełnosprawna ale od poczatku lezałam na sali z mamami ktore spodziewają sie zdrowych dzieci a po porodzie lezałm na sali równiez z zdrowymi maluszkami ja sama moje dziecko walczyło w innym szpitalu zdala odemnie po porodzie tylko lekarze pani psycholog wypytywały czy paliłam i czy witaminy zazywałam zadnej rozmowy nikt nie chciał słuchac lezałam sama nawet rodzina nie potrfiła rozmawiac byłam w takim stanie ze na drugi dzien po ... porodzie chciałam wyjsc na własne ządanie do mojego dziecka ( ale na prosby meża zostałam jeszcze 2 dni) nikt nawet wtedy nie rozmawiał ze mna Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz