Opieka nad dzieckiem to jeszcze nie miłość

Dziecku nie chodzi tylko o naszą opiekę. Ono pragnie przede wszystkim miłości.

matka, córka, radość, zabawa

Wielu obecnych dorosłych usłyszało od swoich rodziców taki tekst: "Zapewniłem ci dach nad głową, wykarmiłem, wychowałem... Czego Ty jeszcze chcesz?"

I na sesjach z psychoterapeutą padają takie wyznania: "Mamo, Tato, chciałem Twojej miłości. Kiedy byłem dzieckiem brakowało mi poczucia, że jestem kochany, oczekiwany i ważny. Mamo, brakowało mi twojego czułego dotyku. Tato, brakowało mi Twojej obecności".

Jak zauważa terapeutka rodzinna, Jadwiga Morawska, te "braki" w dorosłym życiu wydają zgniłe owoce. Pomimo iluś już tam lat na karku i posiadania własnych dzieci, cierpimy z powodu niskiego poczucia własnej wartości, dopada nas dojmujący smutek i tęsknimy rozpaczliwie za bliskością, z której okazywaniem i przyjmowaniem mamy problem.

Na czym polega relacja z dzieckiem?

- Rodzice muszą wiedzieć, że nawet najlepsza opieka nad dzieckiem, to jeszcze nie miłość. Bez głębokiej więzi emocjonalnej (nie toksycznej i nie uzależniającej), nie wychowamy szczęśliwego człowieka. Osoby dojrzałej emocjonalnie. Gotowej do podjęcia trudów dorosłości i założenia własnej rodziny. Przede wszystkim, umiejącej obdarzać dojrzałym uczuciem i potrafiącej takie uczucie przyjmować - wyjaśnia terapeutka.

Dorosłość "napiętnowana" deficytami z dzieciństwa bywa kaleka, przesycona bólem i nie wybrzmiałym krzykiem "wewnętrznego dziecka", któremu wszystko zapewniono, poza miłością.

Nie popełniajmy tych samych błędów wobec naszych dzieci. Nie dajmy się wkręcić w spiralę konsumpcjonizmu, który każe zaspakajać nam potrzeby materialne dziecka, spychając na dalszy plan jego małe serce i duszę. Jego prawo do własnych uczuć i emocji, jego wolę życia i pragnienie pozostania z nami w niezachwianej niczym więzi miłości.

Czego potrzebuje dziecko?

Nasz czas, troska, uważność, miłość, poczucie bycia kochanym i ważnym, poczucie bezpieczeństwa: to są skarby, w jakie powinniśmy wyposażyć potomstwo na drogę życia. I nie polega ono wcale na tym, że zbudujemy dla rodziny dom z ogrodem kosztem jakichś bezsensownych wyrzeczeń, konfliktów, problemów finansowych, brakiem obecności. Możemy wychować szczęśliwe dziecko w małym mieszkaniu w bloku, nosząc je w chuście, gdy zabraknie na wypasiony wózek i pokazując po prostu piękno świata wokół, kiedy nie stać nas na egzotyczne wakacje.

Musimy szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w codziennej krzątaninie wokół dzieci jest miejsce na uśmiech, czuły gest, wspólną rozmowę i zabawę, na spokój. Czy musimy najpierw wysprzątać mieszkanie, czy jednak idziemy z malcem na wiosenny spacer, ciesząc się pierwszym słonecznym przedpołudniem.

Co jest ważniejsze? Dostatnio urządzony pokój przed narodzinami maluszka, czy nasze pozytywne nastawienie? Nasza radość, że dołączy do rodziny mały człowiek i my chcemy w pierwszej kolejności obdarzać go miłością.

Pewnie, że urządzanie pokoiku nie wyklucza tej radości. Wręcz może wypływać z jej źródła. Chcemy dla malca jak najlepiej. By niczego mu nie brakowało. Rozczulają nas maleńkie kaftaniki i łóżeczko. Czekamy na wydarzenie narodzin z bijącym sercem. Zalewają nas fale czułości na myśl o pierwszym spotkaniu, kąpieli, pierwszym dniu w domu.

I to jest cudowne! Kiedy jednak w codzienność wkradnie się rutyna i zmęczenie (a nie da się jej uniknąć), wtedy przypomnijmy sobie o tym, dlaczego właściwie powołaliśmy tę małą istotkę na świat. Nie po to, aby wypełniła nam życie i - nie daj Boże! - spełniała nasze oczekiwania. Przywołało ją nasze serce pragnące obdarzać miłością. To jest istota każdej relacji, a szczególnie relacji z dzieckiem. Miłość, bliskość, troska, oddanie i obecność.

Nianie i opiekunki. Czy kochają nasze dzieci?

Chciałabym dodać na koniec kilka słów o oddawaniu dziecka pod opiekę nianiom i do placówek opiekuńczych. Bardzo często jesteśmy do tego zmuszone, ponieważ musimy wrócić do pracy zawodowej. Jednak warto zachować świadomość, że najnowsze badania naukowe dowodzą, iż opieka zbiorowa powinna być wsparciem dla rodziców, a nie sposobem na zastąpienie ich w roli wychowawcy. Żłobki i przedszkola zostały wymyślone przede wszystkim z myślą o dorosłych. To są instytucje skierowane do nich, aby mogli pozostawiać w nich dzieci na czas nieobecności w domu i pobytu w pracy.

Od kiedy istnieją już systematyczne badania na temat dzieci przebywających od najmłodszych lat w placówkach, wiadomo już, że niekoniecznie - pomimo wysokiego standardu - zaspokajały one elementarne potrzeby małego człowieka, a jest nią poczucie miłości, silnej więzi z mamą i tatą oraz poczucie bezpieczeństwa, polegające na otoczeniu dziecka spokojem, uwagą, troską i uczuciem. Nie okłamujmy się: maluszek pozostawiamy codziennie na osiem godzin w żłobku nie ma tych potrzeb zaspokojonych w wystarczającym stopniu. Żadna opiekunka i wychowawczyni nie ma obowiązku kochać naszego dziecka. Od miłości jesteśmy my, rodzice. I nikt nas w tym nie powinien zastępować. Miłość dziadków czy cioć i wujków, jest dodatkowym bonusem od losu. Miłość rodziców jest potrzebna dziecku do życia. Bez niej nie rozkwitnie do pełni swoich możliwości i swojego potencjału.

autor: Joanna Weyna

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz