OCZAMI POŁOŻNEJ: Miłość matczyna

Patrzę na matki w trakcie ich pobytu na oddziale i widzę czasami, jak ciężko niektórym kobietom przychodzi pogodzić się z nową sytuacją. Młoda matka też człowiek, a nie posąg z brązu.

matka

Kobieta, która rodzi swoje dzieco, nie zawsze kocha je od początku. Czasami musi oswoić się z nową sytuacją i wyzwaniami, brakiem czasu i snu, z bólem i małym wrzaskunem. Potem zaczyna cieszyć się z każdego zaślinionego uśmiechu, pocieszać po upadku na pupę i całować z zachwytu na pierwsze guganie. Każda miłość jest inna i każda jest piękna. Nie ważne, że robimy błędy i czasami mamy dosyć tego całego macierzyństwa.

Patrzę na matki w trakcie ich pobytu na oddziale i widzę czasami, jak ciężko niektórym kobietom przychodzi pogodzić się z nową sytuacją. Chcą jak najlepiej, ale spać się chce, krocze i brzuch boli, a do tego to wyczekiwane i upragnione dziecko nie chce ssać piersi, tylko ciągle płacze i płacze. Ja rozumiem pacjentki i wiem, że jeśli raz maluch dostanie butelkę, to nic złego się nie stanie. Choć to wszystko wbrew wszelkim zasadom, to ważniejsze jest, aby pomóc w trudnej i stresującej sytuacji. Matka odpocznie i nabierze sił, dziecko uspokoi się i pozwoli matce złapać drugi oddech. Wtedy można spokojnie wrócić do nauki karmienia. Że to źle? Może, ale takie jest życie i realia. Młoda matka też człowiek, a nie posąg z brązu.

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz