Relacja wychowawczyni w żłobku, jak niektóre dzieci reagują na rozłąkę?

Zapytałam wychowawczynię w dużym, miejskim żłobku.

złobek

 

Kiedy kilka tygodniu temu napisałam tekst pt. "Jak rozpoznać, że dziecko źle znosi żłobek lub przedszkole?" dwie matki w komentarzu pod napisały, że dawno nie czytały tak bzdurnego „naukowego” bełkotu. Nie jestem oczywiście w stanie wniknąć, co je tak rozsierdziło, ale mogę się domyślać, że pewnie „naukowy” bełkot wydał się im przesadny.

Bo jak świat światem (a tak naprawdę od jakichś kilkudziesięciu lat) dzieci daje się do żłobka, starszaki chodzą do przedszkola, i jakoś ani im, ani światu nic złego z tego powodu się nie dzieje…

W tekście wypunktowałam, jak może (nie musi!) zareagować dziecko na fakt przebywania w placówce opiekuńczej i dlaczego ma ona również swoje minusy. Okej, moim czytelniczkom było nie w smak, mnie natomiast pozostał niedosyt i postanowiłam zapytać wprost pewną „ciocię” w żłobku, jak to jest z tą rozłąką?

„Ciocia”, nie pozwoliła podać swoich personaliów. Nie chce narażać się szefowej. Zgodziła się natomiast opowiedzieć o swoich obserwacjach. Oto one:

Po pierwsze, problemy adaptacyjne i rozłąkowe dotyczą tylko pewnej części dzieci, na szczęście, tej mniejszej, ale nie jest tak, że nie ma ich w ogóle! Na 100 procent maluszków około 20-30 procent płacze i tęskni za mamą.

Płacz dziecka po rozstaniu jest krótkotrwały i z reguły wychowawczyniom udaje się szybko go opanować. Moja rozmówczyni podkreśliła, że kadra jest w tym kierunku specjalnie wyszkolona i wie, co i jak ma zrobić.

Spośród dzieci płaczących niektóre bardzo źle znoszą rozłąkę z domem. Może się ona również objawić brakiem apetytu, apatią, cofnięciem w rozwoju mowy, a w skrajnych wypadkach: chorobą sierocą. Stres rozłąkowy u dzieci mogą potęgować sami rodzice. Np. wtedy, kiedy zbyt długo i czule żegnają się z dzieckiem lub, odwrotnie, szybko je opuszczają i przychodzą po nie po długich godzinach nieobecności.

Moja rozmówczyni zauważyła, że obowiązek przyprowadzania dziecka do placówki spada najczęściej na mamy. „Problem” z nimi jest taki, że są bardziej emocjonalne od ojców. Dziecko wyczuwa ich rozdarcie i zaczyna płakać.

Najtrudniejszy przypadek jaki pamięta dotyczy chłopczyka, który przez kilka tygodniu po zostawianiu w żłobku wymiotował. Pamięta też dziewczynkę, która zamknęła się w sobie i przestała mówić, choć dysponowała już sporym zakresem słów i prostych zwrotów. Wychowawczyni nie spotkała się natomiast z przypadkiem, aby któryś z rodziców skorzystał z pomocy psychologa w sytuacji trudnych rozstań dziecka z domem. Według niej „temat psychologiczny” wydaje się rodziców drugorzędny. Priorytetem są względy praktyczne, opłaty, menu czy zajęcia dodatkowe. Emocje dziecka oraz ich potrzeby wewnętrzne schodzą na dalszy plan.

Przy okazji podzielę się spostrzeżeniem mojej koleżanki, która odprowadza do przedszkola trzyletnią córeczkę. Znajoma zaobserwowała matkę z dzieckiem, które za każdym razem bardzo rozpacza. Niestety, mama nic dziecku nie tłumaczy. Po prostu, zostawia je i „znika”, co małą kompletnie rozbija.

Kochane Mamusie, ten tekst nie ma na celu krytykować „te niedobre przedszkola” i „potworne opiekunki”. Nie wyobrażam sobie, aby nie chodziły do niego moje dzieci i kiedy pytam je po latach o wrażenia z Inowrocławskiej, najczęściej jest dużo śmiechu.

Jednak jako młoda mama zaliczyłam kilka wpadek i dziś już bym sobie na nie pozwoliła. Pamiętam, jak po raz pierwszy zaprowadziłam do przedszkola moją córeczkę. Pani zabrała ją ode mnie, a gdy mała zrobiła buzię w podkówkę, gestem ręki nakazała, abym szybko sobie poszła. Mrugnęła do mnie oczko w stylu „Proszę być spokojną, damy radę!”. Wychodząc z budynku usłyszałam przez szeroko otwarte okno, jak mówi do dzieci z grupy mojego dziecka: „Buuu, nieładnie! Ona płacze! Dzieci, śmiejemy się z małej beksy…”.

I teraz mnie rozstrzelacie. Bo przecież niejedna z was na te słowa wpadłaby do sali i: albo narobiłaby rabanu nieudolnej wychowawczyni, albo zabrała dziecko gdzie pieprz rośnie. Ja stchórzyłam. Przecież się bardzo gdzieś spieszyłam!

Nie jestem w stanie wydobyć wspomnienia tamtego wydarzenia z głowy mojej córki. Może je wyparła, albo po prostu wcale się nim nie przejęła.  Jednak każde dziecko reaguje inaczej. I tak, jak nie mamy wpływu na to jak ono zareaguje, mamy wpływ na sytuację, którą sami, jako dorośli z otoczenia dziecka, kreujemy za pomocą naszych słów i czynów.

Żłobki i przedszkola mają również swoje minusy. Tak jak szkoły, miejsca pracy i nasze domy.

Jeśli dziecko wyjątkowo źle reaguje na żłobkowo-przedszkolną rozłąkę, pochyl się, Kochana Mamo, nad jego emocjami, zastanów się, dlaczego tak reaguje, spróbuj je zrozumieć i znajdź takie rozwiązanie, które będzie dla niego mniej bolesne. Może wizyta u psychologa pomoże wam uporać się z tym problemem? Albo wybór innego miejsca lub innej grupy? Przedszkolakowi może pomóc spokojna rozmowa. Pozwól mu się odkryć, wypowiedzieć, co mu się nie podoba., czego się boi? Nie wyśmiewaj go, nie bagatelizuj.

Wrzesień to trudny czas i dla dzieci, i dla ich rodziców. Jeśli mądrze podejdziecie do sprawy, już niedługo wasz maluch będzie z innymi dziećmi zbierać kasztany i robić z nich leśne ludki. Oczywiście, z uśmiechem na buzi i szczęściem w oczach, że może przynieść ci je w prezencie z przedszkola!

Joanna Weyna

 

 

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz