Co ma wspólnego seksualność dzieci z... byłym żołnierzem GROM-u?

- Kiedy rodzice chcieli ciebie mieć, rozebrali się, przytulili i z siusiaka taty wyszły ruchome nasionka… - radzi mówić najmłodszym Grzegorz Kotoro, były żołnierz jednostki specjalnej GROM, który prowadzi fundację na rzecz edukacji dzieci i osób chorych onkologicznie.

rozmowa z przedszkolakami

 

Jak to się stało, że żołnierz z jednostki komandosów zaangażował się na rzecz edukacji dzieci i osób chorych onkologicznie? Komandosi kojarzą się raczej z twardzielami. Nie zaprzątają sobie głowy takimi tematami.

Widać tak miało być, bo nie wierzę w przypadki. Pracując w jednostce GROM miałem szansę obserwować społeczność działającą w międzynarodowym stowarzyszeniu na rzecz pacjentów zmagających się z rakiem jelita grubego. Często, jako wolny słuchacz, gdyż siedziba oddziału polskiego przez pewien czas mieściła się w Instytucie P-PTiS "Beata Vita", prowadzonym przez moją żonę. Miałem okazję dowiedzieć się od profesorów, lekarzy, pielęgniarek czy też, co najważniejsze, samych pacjentów, jak wygląda los ludzi cierpiących i zmagających się z rakiem. Jak nieudolny, niestety, jest systemem, który powinien im pomagać!

 

Wkurzyłeś się?

Jako zdrowy facet, wojskowy, absolutnie niezwiązany ze światem pacjenta i opieki medycznej zacząłem się zderzać z rzeczywistością Polaków. A to był też czas, w którym moja służba dobiegała końca, czas, w którym buzowało rozmyślanie o przyszłości zawodowej. Po części zostałem namówiony i zmotywowany przez członków stowarzyszenia, aby działać i walczyć teraz w obszarze zdrowia. Z czasem założyłem fundację ECE „Po Prostu”, w której  rozszerzyliśmy aktywność tematyczną o seksualność i promocje zdrowia.

 

Twoja fundacja porusza trudne tematy, jak chociażby śmierć. Po co rozmawiać o tym z dzieckiem?

A po co w ogóle rozmawiać (śmiech), mógłbym przewrotnie zapytać? Ale teraz poważnie, nie ma tematów, na które nie można nawiązać z dzieckiem dialogu, raczej chodzi o to w jaki sposób to zrobić. Temat śmierci jest tematem tabu w naszej kulturze, choć jest ona częścią życia. Każde dziecko się z nią spotka bezpośrednio w swojej rodzinie lub pośrednio u kolegi, w telewizji, na cmentarzu pierwszego listopada… My, dorośli, często zostawiamy w tym temacie przestrzeń na dziecięce domysły i ich wyobrażenia. To jest niebezpieczne i tworzy lęki. Aby sobie ułatwić sprawę, często mówimy dzieciom, że ktoś odszedł, zasnął na wieki. A dziecko odbiera to dosłownie: odszedł – to kiedy wróci? Lub dlaczego mnie zostawił? Zasnął… to ja nie chcę iść spać. Pyta, kiedy się obudzi i jak wtedy wydostanie się z tej skrzyni? Dzieci potrzebują konkretów. Umarł: czyli nie je, nie pije, nie słyszy, serce nie bije, nie biega.. I ciało już nic nie czuje i jest to nieodwracalne. Te rzeczy jasno i bez metafor wyjaśnione, pozwalają zminimalizować lęki u dzieci i zrozumieć im śmierć.

 

Drugi trudny temat, który drążysz, to kwestia ludzkiej seksualności. Rodzice mają z nią problem, aby rozmawiać o niej z dziećmi?

Tak, jednak podkreślam, że edukacje zawsze zaczynamy od dorosłych. Osoby, które uczestniczyły w spotkaniach czy szkoleniach zupełnie zmieniały podejście na temat prowadzenia dialogu w tej kwestii z dzieckiem. Pewnie dlatego, że zobaczyły, że nie chodzi o mówienie o seksie dorosłych tylko o anatomii, fizjologii człowieka, o procesie przyjścia na świat. Bez „robaków”, które my, dorośli, mamy w głowie. Tło emocjonalne słów związanych z anatomią, szczególnie seksualną, jest znaczące w przekazie. A dziecko jest po prostu ciekawe, chce wiedzieć co i jak. Beż żadnych podtekstów. Sztukę takiego przekazu można opanować.

 

To jak byś jednym zdaniem wytłumaczył przedszkolakowi - skąd się biorą dzieci?

Z połączenia jajeczka, które jest w brzuchu u mamy i nasionka, które jest u taty w woreczku pod siusiakiem.

 

A gdy się dopytuje, co dalej?

To mówimy: kiedy rodzice chcieli ciebie mieć, rozebrali się, przytulili i z siusiaka taty wyszły ruchome nasionka. Przedostały się do mamy, tą dziurką, przez którą rodzą się potem dzieci. Jak dzieci potem pytają o poród, to należy opowiadać o tym naturalnie. O tym, że woreczek (macica), w którym jest dziecko, kurczy się, a dziurka u mamy (pochwa) między nogami rozszerza się i dziecko wydostaje się na zewnątrz. Mama dzielnie napina brzuch podczas porodu, a lekarz przy tym wszystkim czuwa.  

 

Po tym jak opowiadasz dzieciom o seksualności, wiem skąd nazwa fundacji. Może rzeczywiście "po prostu" trzeba mówić?

Po prostu mówić, po prostu działać. „Po prostu”. czyli bez zawoalowanych kwestii, jasno i prosto. Chcemy, aby dorośli bez wypieków oraz zakłopotania rozmawiali z dziećmi na trudne tematy. Kłamstwo, czy tzw. mataczenie jest biletem do nikąd. Zapewniam. Jak dziecko zorientuje się w pewnym momencie, że było przez nas oszukiwane lub lekceważone, więcej z nami dialogu nie nawiąże. A przecież chcemy być dla niego wiarygodnym i pewnym źródłem informacji. Chcemy, aby nam ufało. W innym razie zrobią to za nas: ulica, media i rówieśnicy. Tylko, z jakim skutkiem?

WSZ

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz