Pozwólcie dzieciom na "niebezpieczne" zabawy

Tylko wolna, nieskrępowana zabawa uczy dzieci ważnych życiowych umiejętności...

 Duży plac zabaw z Warszawie. Nowe huśtawki, karuzela, drabinki, drążki... Dzieciarnia szaleje. Od kiedy wykarczowano zaśmiecone butelkami po piwie chaszcze i postawiono urządzenia do zabawy, frekwencja jest od rana do nocy. Najpierw na plac przychodzą rodzice, babcie i opiekunki małych dzieci. Dla nich jest m.in. ciuchcia i piaskownica oraz niewielkie "talerze" na nóżce do obracania. Od jedenastej na placu rządzą starsze dzieci. Niesłabnącą popularnością cieszy się karuzela z gumowymi linami zakończonymi małymi siedzeniami. Aby z niej skorzystać, trzeba usiąść na siodełku i przytrzymać się rękami grubej liny. Wprawione w ruch urządzenie daje niesamowity efekt. Ciało leci jak wystrzelone z procy, ale dłonie mocno trzymają się lin. Piskom i pokrzykiwaniom dzieciarni nie ma końca.

Wczesnym wieczorem na plac wylewają grupy nastolatków, a gdy opustoszeje - zakochane pary, a nawet "osobniki" w dojrzałym wieku. Każdy chce doświadczyć zabawy!

I tu mam takie obserwacje: niestety, najczęściej to my, mamuśki, strofujemy nasze latorośle.

- Uważaj! Bo spadniesz!

- Nie wchodź tak wysoko! Nie bujaj się tak mocno! Złaź już stamtąd! Przestań tak skakać! Co wy wyprawiacie z tą karuzelą! Agatko, tobie nie wolno. Nie zakładaj wiaderka na głowę! Nie wjeżdżaj rowerkiem na trawę! Dlaczego to zrobiłeś? Nie umiesz normalnie?

Kobiety! Wasze dzieci chcą się bawić! I robią to tak, jak dyktuje im ciało i intuicja. Spokojnie, jak się trochę powyginają, upadną, rozpędzą, przeskoczą, jak się umorusają i zamiast zjeżdżać na zjeżdżalni potraktują ją jak ścianę do wspinaczki - zaraz nic im się nie stanie. Na tym polega zabawa i jesteśmy tak ewolucyjnie zaprogramowani, że poprzez zabawę, uczymy się doświadczać trudności oraz niebezpieczeństwa i mierzyć się nimi. Na dodatek nasz mózg jest tak cudowny, że dzieci nie ważą się na zachowania, które im naprawdę zaszkodzą. One wejdą na drabinki, ale tylko tak wysoko, jak podpowiada im ciało. Chcą wspiąć się na drzewo, ok. Ale nie zamienią się w małpę, która skacze swobodnie z gałęzi na gałąź. Rozpędziły się na karuzeli? Nawet sobie nie wyobrażacie, jak sprawne potrafią być ich małe ręce trzymające się kurczowo liny. Dzieci sprawdzają w ten sposób siłę swoich ramion, zmysł równowagi i w głośnym pokrzykiwaniu dają upust emocjom.

Zresztą, same bawiłyście się tak samo. Poczucie zagrożenia, niebezpieczeństwa i ryzyka jest potrzebne dzieciom do dobrej zabawy. Pamiętacie, jak bawiłyście się w berka? Każdy wolał uciekać niż być tym goniącym. Albo w "szukanego". No pewnie, że fajniej się chować. A włażenie na strych, na starą jabłonkę i dach pachnącej eternitem stodoły? Musiałyście się przekonać, jak to jest patrząc z takiej wysokości w dół. Czy zaryzykowałybyście skok? W jaki sposób zejść z drzewa, na które weszło się stosunkowo łatwo. Umysł szuka rozwiązania. Wyobraźnia bulgoce.

Badacze, którzy analizowali fenomen zabawy u zwierząt, są zdania, że głównym ewolucyjnym celem zabawy jest nauka radzenia sobie w różnych sytuacjach. Peter Gray w książce pt. "Wolne dzieci" pisze: "Młode ssaki wszystkich gatunków z rozmysłem stawiają się w umiarkowanie niebezpiecznych sytuacjach podczas zabawy, galopując, skacząc i ścigając się. Na przykład, młode kozy skaczą, skręcają i obracają w taki sposób, który utrudnia im lądowanie. Młode małpy dla zabawy huśtają się w koronach drzew, wybierając gałęzie dostatecznie dalekie od siebie, żeby zaznać odrobiny niebezpieczeństwa, ale na tyle bliskie, żeby nie zrobić sobie krzywdy podczas upadku. Młode ssaki prawie wszystkich gatunków bawią się w polowanie i ganianie siebie nawzajem. U większości z nich preferowaną rolą w takich zabawach jest rola uciekającego".

A przecież i my należymy do tego świata. Nasze dzieci to też ssaki :) Zauważyłyście, jak ojcowie siłują się z dorastającymi chłopcami? Jaka to dla nich przednia zabawa i próba sił?

Na wielu podwórkach przy domach jednorodzinnych i na działkach królują obecnie trampoliny. Przez ostatni rok widziałam może raz bawiące się na nich dzieci. Może, mamo, tato, też się na nie wdrapiecie i poskaczecie z dzieciakami? Ja raz przeszarżowałam i wybiło mnie jak z katapulty, na szczęście prosto na nadmorski piasek...

Place zabaw, jak sama nazwa wskazuje, są do zabawy właśnie. Nie mówcie dzieciom, jak mają się bawić. Pozwólcie im bawić się tak jak chcą, jeśli tylko to nie jest niebezpieczne.

Przypomina mi się jeszcze taka sytuacja: Młoda mama z około pięcioletnim chłopczykiem przechodzi obok siłowni na powietrzu. Malec podbiega zaciekawiony do ergometru. Chce się wspiąć na urządzenie, ale zanim w ogóle go dotknął, wyprzedził go głos mamy: - Michaś, tylko nie wchodź! To nie jest zabawka dla dzieci!

Gdzieś tak 10 minut później obok ergometru przechodzi tata z przedszkolakiem. Dziecko podbiega do urządzenia. Kopie w podstawę, sprawdza coś po swojemu. Tata pyta: - Chcesz spróbować? I podsadza szkraba na siodełko. Krótkie nóżki nie sięgają podstawy dla stóp. Tata tłumaczy: - Widzisz, jak trochę podrośniesz, będziesz mógł powiosłować, i pozwala Piotrusiowi pomachać nogami w powietrzu.

Żebyśmy się zrozumiały, nie uważam, że mamusie w takich sytuacjach są przewrażliwione, a ojcowie pozwalają na wszystko. Bywa odwrotnie, a już irytującym wydaniem jest para rodziców, których nazywam "kwokami". Chodzą za dzieckiem krok w krok i gdyby tylko mogli, ruszaliby się za niego, a malec niechby siedział grzecznie na ławce.

Chodzi mi o to, abyśmy nie ulegali przesadnej trosce o bezpieczeństwo, która powoduje, że zwykła drabinka urasta do narzędzia zagrażającemu życiu. Wypadki się zdarzają, również na certyfikowanych placach zabaw i podczas wakacji. Na boiskach i pod okiem wychowawców. Tak to już jest. Nie da się ich uniknąć. Ale nie straszmy nimi dzieci i pozwólmy im na radosną i beztroską zabawę, podczas której badają granice możliwości własnego ciała, uczą się pokonywać trudności, dają upust różnym napięciom i emocjom, a przede wszystkim rozpiera ich radość życia, a jak przyjemne to uczucie niech świadczy fakt, że na warszawski plac zabaw, o którym pisałam na początku, regularnie przychodzą również dorośli, aby pod osłoną zapadającej nocy pohuśtać się do nieba!

Joanna Weyna

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz