Eutanazja nieuleczalnie chorych dzieci

„A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając misiową łapkę. – Co wtedy? – Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.”. Najtrudniejsze jest to odchodzenie. Czasem tak boli, że moment rozstania chciałoby się przyśpieszyć.

dziecko

Dzieci wiedzą, że odchodzą

Widzą to w spojrzeniach rodziców. Myśli lekarza unoszą się w szpitalu, jak to czuł mały Oskar, bohater znanej książki. Chłopiec, kiedy kolejny raz pojawił się na swoim oddziale, zrozumiał, że odchodzi, bo nikt się nie cieszył, że wrócił do szpitala, ani pielęgniarki ani lekarze, czuł na sobie ich spojrzenia i wiedział, że jego czas jest nadszedł. Miał szczęście, odszedł spokojnie i bez lęku, Pani Róża go przygotowała. Ale są dzieci, które umierają w wielkich cierpieniach, płaczą, trzymają lekarza za rękę i boją się śmierci. Ich ciała są wychudzone, zmęczone, przeszły kilka chemioterapii, szereg badań i różnych metod leczenia. Dr Krzysztof Szmyd, kierownik wrocławskiego hospicjum dziecięcego, mówi: „Współczesna medycyna pozwala forsować leczenie czasami ponad możliwości pacjenta. Łatwiej też jest powiedzieć rodzicom dziecka, że może jeszcze to leczenie wdrożymy, może tamto. Zrobimy takie czy inne badania, jeszcze coś się wymyśli, jeszcze czegoś poszuka. Trudniej wyjść do rodziców i powiedzieć, że lepiej zakończyć leczenie i pozwolić dziecku wrócić do domu. Zamiast na kolejny cykl chemioterapii czy jeszcze jedną operację, niech je zawiozą nad morze. Albo niech powiedzą dziecku: zaproś kolegów, zrobimy wielką imprezę.”. Śmierć jest faktem, najlepiej się z nim pogodzić, nawet jeśli chodzi o dziecko.

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz