Historie porodowe Supermam - konkurs z marką SKARB MATKI

O miłości od pierwszego wejrzenia, optymistycznym nastawieniu do porodu naturalnego, który po 30 godzinach od rozpoczęcia akcji porodowej nie doszedł do skutku i o tym, że nie ma tego złego,co by na dobre nie wyszło opowiada nam Laura.

mama

O tym, że będziemy mieć nasze upragnione maleństwo dowiedzieliśmy się 28.09.2013 r. To był piękny dzień i piękny moment - najpierw euforia, później niedowierzanie, a pomiędzy strach i obawy, żeby tylko wszystko z okruszkiem było w porządku. Trzy testy ciążowe najpierw potwierdził wynik beta-hCG, a później pierwsze usg.

Kolejna fala szczęścia i zmartwień, żeby wszystko było dobrze. Maleństwo postanowiło umiejscowić się bardzo nisko, ginekolog każe uważać i oszczędzać się. Przewrażliwiony mąż szaleje jeszcze bardziej, zresztą do końca ciąży obchodził się ze mną jak z jajkiem, co momentami całkiem mi odpowiadało, a chwilami niesamowicie irytowało.

Pierwszy trymestr upłynął w towarzystwie wszystkich możliwych ciążowych dolegliwości i codziennego witania się z muszlą klozetową. Na szczęście wszystkie badania i wyniki wychodziły dobrze, nawet chora tarczyca miała się nieźle.

W listopadzie byliśmy z mężem na pierwszym genetycznym USG i brak mi słów, żeby opisać to uczucie, to było niesamowite, coś pięknego, najpiękniejszego. Mąż trzymał mnie za rękę i razem oglądaliśmy nasze największe cudo, nasze wspaniałe dzieciątko, które się wierciło, kręciło i machało do nas swoimi maleńkimi rączkami i nóżkami, jakby się chciało przywitać. Pan doktor zbadał tę małą wiercipiętkę, ojj pięknie się pokazywała z każdej strony. Mogłabym patrzeć i patrzeć na to cudo godzinami. Stwierdzaliśmy z mężem, że kochamy tą małą osóbkę najbardziej na świecie.

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz