List od Kasi

Na odzew od naszych czytelniczek w sprawie listów nie musieliśmy długo czekać. Publikujemy list Kasi (imię zmieniliśmy), która napisała w mailu, że prosi o jego wrzucenie na portal albo na Facebooka, bo potrzebuje wsparcia, ale anonimowego. Nie chce okazywać słabości przed rodziną męża i znajomymi...

list

Cześć Dziewczyny!

Zobaczyłam dziś w nocy zachętę na Supermamach, żeby napisać list. Jestem romantyczną duszą i nie zwykłam pisać o sobie na forach internetowych czy wynurzać się na Facebooku przed moimi znajomymi. Nie chcę, żeby ktoś mnie oceniał. Ktoś, czyli właśnie oni, znajomi, rodzina. Bo czasem mam wrażenie, że oni mnie w ogóle nie znają.

Pomyślałam więc, że jak się zwierzę w ten sposób, czyli napiszę list tutaj, to po pierwsze, inne kobiety, matki, może nawet w podobnej sytuacji jak moja, coś podpowiedzą, pocieszą, a po drugie wreszcie się wyżyję. Bo już nie mam siły…

Mieszkam we Wrocławiu. Mam 27 lat i wychowuję roczną córeczkę. Właściwie robię to sama. Mój mąż od roku pracuje w Niemczech. Jest kierownikiem budowy. Ja pochodzę spod Rzeszowa, a poznaliśmy się z mężem na studiach, z tym, że mi się nie udało tych studiów skończyć. Mam wprawdzie absolutorium z ochrony środowiska, ale nigdy nie obroniłam magisterki. Mąż jest inżynierem. Cała jego rodzina jest we Wrocławiu, ma trzy siostry, które mają już swoje rodziny i rodziców, którzy są oboje na emeryturze, byli nauczycielami.

W tym problem, że od 7 miesięcy, to jest od czasu, kiedy mąż dostał kontrakt na stałe, pomimo tego, że oni są na miejscu (moi rodzice pod Rzeszowem, a rodzeństwo też za granicą), w ogóle się mną nie interesują. Uważają, tak czuję, że jestem nic warta, bo nie skończyłam studiów, nigdy nie pracowałam, mam tylko, podkreślają, tylko jedno dziecko (siostry mojego męża dwoje i troje, a jedna jest zakonnicą), super mieszkanie (na które pracuje ciężko mój mąż), a z niczym sobie nie daję rady. Teściowa uważa, że więcej pomocy należy się jej córkom, bo one mają więcej dzieci, teść ma swoje hobby, żeglarstwo i  w ogóle wnuki go nie interesują.

Moje dziecko jest okropnie absorbujące, wszędzie wchodzi, wciska się, rozrabia, potrzebuje bardzo mojej uwagi. W domu jest zawsze dużo pracy: sprzątanie, pranie, gotowanie. Sporo czasu zajmują mi spotkania z mężem na Skajpie, bo wiadomo, chce widywać córeczkę jak najczęściej. Wbrew pozorom to jest bardzo czasochłonne. Nerwów też mnie dużo kosztuje, bo na Skajpie nie pogada się tak jak na żywo. Ciągle się kłócimy.

 

Komentarze (20)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

pustegniazdomojejuz
2014-02-12 00:08:12

re: List od Kasi

Kochana, popatrz - wszystkie komentarze zaczynaja sie od slow KOCHANA - woiec na prawde nie jestes sama! Uwierz w to!! Przeczytaj uwaznie rady innych babeczek w podobnych do twojej sytuacji i pamietaj najwazniejsze ze sie z mężem kochacie i rozumiecie i to wzajemnie. On wie ze ty wychowujesz wasze dziecko i ze to jest twoj wklad na Wasza przyszlosc. jego wklad to kasa i poswiecenie bycia na odleglosc z toba i dzieckiem. Przetrwacie!! Na pewno - wierze w to i zycze z czlego serce - tylko sie ni ... e poddawaj! Dzialaj instynktownie: co nie po twojej mysli olewaj, usmiechaj sie do wszystkich i badz soba. A najwiecej uwagi poswiecaj dziecku i podtrzymaniu wiezi rodzinnej. Trzymam kciuki! Powodzenia. Pamietaj - jestes silna i masz racje!!! Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-02-11 13:58:22

re: List od Kasi

kochana nie jestes sama w takiej sytuacji jest nas wiele... ja tak samo jak ty wychowuje sama dziecko mimo to ze maz mieszka z nami to wcale nie zajmuje sie 15m synkiem wszystko musze robic sama. tescie nie pomagaja mi wcale przy malym odwiedzaja nas raz na miesiac (mieszkaja 150km od nas) tylko po to aby spotkac sie ze znajomymi a na dodatek zostawiaja nam psa pod opieke.. a na dodatek tesciowa rozpowiada calej rodzinie ze nie sprzatam ze wszystko niszczymy w mieszkaniu (zostawila nam mieszkani ... e wlasnie ona) nie patrzy na to ze ostatni remont byl wieki temu a my nnie mamy kasy zeby cokolwiek w nim zrobic... moi rodzice mieszkaja 40km od nas tak wiec cale dnie siedze z synkiem a maz pracuje a po pracy wychodzi z kolegami... i tak jak tesciowa uwaza ze nic nie robie w domu tylko leze.. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-02-11 01:04:17

re: List od Kasi

kochana nie jestes sama w takiej sytuacji jest nas wiele... ja tak samo jak ty wychowuje sama dziecko mimo to ze maz mieszka z nami to wcale nie zajmuje sie 15m synkiem wszystko musze robic sama. tescie nie pomagaja mi wcale przy malym odwiedzaja nas raz na miesiac (mieszkaja 150km od nas) tylko po to aby spotkac sie ze znajomymi a na dodatek zostawiaja nam psa pod opieke.. a na dodatek tesciowa rozpowiada calej rodzinie ze nie sprzatam ze wszystko niszczymy w mieszkaniu (zostawila nam mieszkani ... e wlasnie ona) nie patrzy na to ze ostatni remont byl wieki temu a my nnie mamy kasy zeby cokolwiek w nim zrobic... moi rodzice mieszkaja 40km od nas tak wiec cale dnie siedze z synkiem a maz pracuje a po pracy wychodzi z kolegami... i tak jak tesciowa uwaza ze nic nie robie w domu tylko leze.. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Niunia8310
2014-02-10 18:06:02

re: List od Kasi

Szkoda ze mieszkasz we Wroclawiu, bo chetnie bym sie z Toba spotkala i poszla na niejeden spacerek z naszymi brzdacami :) Przykro slyszec ze nie masz oparcia w bliskiej osobie ani jego rodzinie, bo napewno nie raz przydalaby Ci sie pomoc, chociazby zeby z dzieckiem na chwile zostac i zalatwic sprawy spokojnie. Realizuj swoje marzenia i nie patrz na nich, skoro nie mozesz na nich liczyc. A bycie matka to praca na caly etat wlacznie z nadgodzinami 24 godziny na dobe. Jak masz ochote pogadac na cod ... zien na to napisz do mnie na prv joanna83@poczta.onet.eu Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-02-10 16:49:13

re: List od Kasi

Hej mogłabym rzec,że Twoja historia jest po części i moją.. Mój mąż żołnierz wyjechał na misję kiedy synek miał 1,5 roczku.Zostałam sama ale w razie problemów mogłam liczyć na moją mamę,babcię i brata ale tylko na moją rodzinę-jego rodzice absolutnie nie byli zainteresowani jak sama daję sobie radę czy choćby jak znoszę rozstanie.Dodam, że teście byli po rozwodzie i mieszkali 20km od mojej miejscowości co i tak jak mniemam stanowiło wielki problem żeby nas w tym cz ... asie choćby raz odwiedzić, natomiast siostra męża mieszkała w tym samym mieście i przez okres 7m-cy kiedy byłam sama tylko raz przyszła i tylko dlatego ,że jej syn -chrześniak mojego męża obchodził urodziny i przyniosła zaproszenie na nie(zresztą odkąd jestem z moim mężem to ona miła była i przypominała sobie o nas tylko przy okazji świąt lub urodzin licząc na mega prezenty). Spędzałam czas świąt sama(przygarnęła mnie moja rodzina) a ze strony męża nie otrzymałam ani życzeń ani zaproszenia do wspólnego świętowania czy choćby na kawę.Całe 7 m-cy brak zainteresowania choćby wnukiem choć teściową spotkałam jak wracała od córki a raczej od wnuków w Dzień Dziecka, ale mnie nie poznała i o innym swym wnuku już nie pamiętała, może i dobrze bo z perspektywy czasu nie miałabym już nawet ochoty wysłuchiwać jej tłumaczeń jaka to ona zapracowana w domu i może jeszcze wysłuchiwałabym, że jej synuś naraża życie dla kogoś takiego jak ja, wiem że nigdy mnie nie lubiła i była bardzo zazdrosna o to że syn się wyprowadził i usamodzielnił. Zbliżał się czas powrotu zadzwonił tylko teść z zapytaniem kiedy wraca jego syna i jak go odbiorę z jednostki po przylocie,odpowiedziałam że nie wiem muszę być pod telefonem i tyle- czy to będzie dzień czy noc muszę pod pachę wziąć małego i jechać chyba że moja mama będzie mogła mi jakoś pomóc to na pewno tak też zrobi.Liczyłam, przyznam na wsparcie choć by już na końcu, teść doskonale wiedział, że zdałam prawko przed wyjazdem męża i nie mam wprawy żeby wyruszać po niego do obcego miasta ale się przeliczyłam.Usłyszałam tylko ok zadzwonię do niego jak już wróci.No i poradziłam sobie sama i do dziś pękam z dumy,że nie musiałam ich o nic prosić!Oczywiście po powrocie męża zapraszali, odwiedzali nas jakby ten czas 7m-cy w ogóle nie istniał. Ale minęły 2lata i mąż namówił mnie na kupno mieszkania w jego miejscowości.Dałam się namówić gdyż to miasto jest bardziej rozwinięte pod niemal każdym względem od mojego.OOoojjjjj jak dziś tego żałuję choć w sumie czego ja głupia się spodziewałam????Sama nie wiem,Moja teściowa zaczęła chorować nie odwiedzaliśmy jej przyznaję nigdy,po jakimś czasie zmarła-może to podłe ale ulżyło mi tymbardziej,że nieraz uprzykrzyła nam życie (dodam tylko ze mąż nigdy jej nie bronił raczej brał moją stronę).Nie było mi jej żal kiedy umierała samotnie w szpitalu bo mnie też nikt nie żałował kiedy umierałam ze strachu o męża. Teść założył nową rodzinę kilka lat temu i dla niego ważniejsze są wnuki jego obecnej żony aniżeli własnego syna:( aż mi się płakać chce kiedy synek pyta dlaczego dziadek go nie odwiedza bo nie wiem co mam mu mówić? tymbardziej że wychowuję go jakby sama 5lat,z mężem widuje się kilka razy w m-cu gdyż przebywa częściej w jednostce,nie mam tu żadnych znajomych a mój tato zmarł kiedy byłam w 5tym m-cu ciąży.Mój synek widzę że łaknie kontaktu z facetami!!!i choć jego dziadek zna sytuacje to mając do nas raptem kilkaset metrów ani nas nie odwiedza ani nie zaprasza,po prostu nauczyliśmy się żyć bez niego i tyle,czasem bywa ciężko bo nawet jeśli pośle dziecko do szkoły a ja podejmę pracę nie mam tu nikogo kto mógłby się nim zając do mojego powrotu czy tym podobne,zabieram go go póki co wszędzie ze sobą.Dodatkowo niedawno kiedy mąż kontaktował się ze swoją siostrą w celu załatwienia spraw spadkowych usłyszałam ,że ja go namawiam na sprzedaż domu ich matki i dla niej byłam,jestem i będę obca. Zerwaliśmy z nią kontakt ale i tak łączy nas jakoś ten nieszczęsny spadek.Mimo to staram się żyć jakbym od zawsze była sama i zanim się poddam szukam każdego rozwiązania,a płakać zdarza mi się dość często wtedy mój synek mówi:nie płacz mamo wszystko będzie dobrze i wierzę że tak też będzie:) Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MamaMagda
2014-02-10 16:33:51

re: List od Kasi

Kochana. Tak naprawdę przerabiałam bycie śmierdzącym jajkiem w 1szym małżeństwie. Nie wiem jednak czy Cię rozumiem bo każda sytuacja, każda emocja jest inna, osobista. Teraz też przeżywam koszmar z 2gim mężem. Dopiero co odzyskałam dwoje dzieci, które po prostu uprowadził z przedszkola. Nastawił przeciwko mnie wszystkich znajomych i całą rodzinę i tak zostałam samiuteńka a w dodatku muszę uciekać stąd gdzie się przeprowadziłam zaledwie 1,5 mca temu bo nęka nas eks mo ... jej Prawdziwej Miłości i mój mąż. Sprawa kryminalna ale nie to jest ważne. Nie napiszę Ci co masz zrobić. Nie ma złotych środków na wrednych ludzi. Napiszę Ci co zrobiłam ja. Próbowałam i próbowałam, jak nie na dobroć to na złość, myślę że zrobiłam wszystko żeby spróbować się dogadać nie tylko z moim prawie już byłym mężem ale i rodziną. Skończyło się to objawami psycho somatycznymi takimi jak Twoje. Początek depresji. Na początek udałam się po pomoc. Lekkie tabletki, nieuzależniające dały radę. A później?.... Olałam tych którzy mieli mnie gdzieś mimo wszystkich wysiłków jakie podejmowałam żeby walczyć o ich uznanie. Uznali to za fakt że dzieje się ze mną coś złego bo się buntuje, a okazało się że po prostu pierwszy raz powiedziałam NIE. Później 2gi i 3i. Nie spodobało im się. I to bardzo. Ogromnie skrzywdzili mnie i dzieci. Ale teraz powoli się wyzwalam. Spod ich wpływu bo okazuje się że człowiek w takiej sytuacji nawet jak nie musi zastanawia sie co by powiedzieli, jak by coś skomentowali. To trudne ale u Ciebie nie chodzi przynajmniej o Twoich najbliższych. Nie masz uznania ani pomocy ze strony rodziny męża? Ja nie gadałabym o tym z mężem żeby na nich wpłynął. Teraz właśnie robię wszystko żeby ułożyć sobie życie bez dotychczasowych bliskich i znajomych. I powiem Ci że pierwsze efekty już są. Totalny szok że jeszcze nie przyszłam po pomoc do nich. Że sobie radzę już tyle czasu. Byli pewni że wrócę jak pies z podkulonym ogonem. Myślę że i Ty masz już swój plan na wyzwolenie. Rozkręcanie firmy świadczy o tym że się nie poddałaś. Walcz dziewczyno bo masz dla kogo. A że dzieci wkurzają? Oj każda z nas Ci powie że tak i to czasem okropnie. Ale to jedyne stworzenia które słyszały bicie naszego serca od środka i jedyne dla których walczyć jesteśmy w stanie do upadłego. Ty i córeczka dacie radę. Udźwigniecie wszystko obie, razem. Mąż zrozumie jak dzielne jesteście, nawet bez niego. Pokocha Was jeszcze bardziej. A jeżeli nie bo istnieje też niestety taka opcja tzn że nie jest Was wart. Ale walczyć trzeba bo masz o co i o kogo. Życzę Ci siły i miłości, tej bezwarunkowej ze strony córeczki nie trzeba bo ją po prostu masz, ale miłości męża i Twojej własnej do siebie samej. Bądź z siebie dumna. Dbaj o siebie. O swoją równowagę i na ile to możliwe o swój rozwój oraz komfort psychiczny. Pozdrawiam Was Obie serdecznie Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
hurtowa mama :)
2014-02-10 16:15:47

re: List od Kasi

KASIU , jetsem matka poltora rocznych blizniakow :) wyjechalam niedawno do meza bardzo daleko od rodziny , mieszkam z dala od wszystkich w lesie :) musze sobie radzic sama , poniewaz moj maz bardzo duzo przebywa w pracy . oczywiscie , mam chwile , kiedy mam wszystkiego dosc , ale nie zalamuje sie , bo za chwilke swieci slonce :) mysle ze powinnas przestac przejmowac sie rodzina meza , nie z nimi bralas slub , jesli ci sa nie wygodni to poprostu ogranicz z nimi spotkania do minimum , no i oczywis ... cie otwarcie z nimi porozmawiaj , ze nie podobaja ci sie wszelkie dogryzki i nic one nie wnosza ,bo poprostu nie czujesz sie winna !!! :) nastepnym razem sie zastanowia nad swoimi slowami . zacznij myslec wylacznie o swojej rodzinie , czyli mezu i dziecku , bo to teraz twoja najwazniejsza rodzina , inni nie licza sie tak bardzo . rozwijaj sie tez dla samej siebie , bo zycie masz jedno . masz pasje , marzenia , daz do nich :) do tego zadna szkola nie jest potrzebna , nie uwazam ze ktos kto nie skonczyl wyzszych szkol jest choc troche mniej wart od czlowieka wysoko wyksztalconego , inteligencja i madrosc sa wrodzone , a nie mozna ich nabyc w zadnej szkole . pamietaj , ze pokazujac rodzinie twojego meza ze malo cie obchodza ich slowa , przestana i zaczna cie szanowac. najwazniejsze zebys ty szanowala siebie , reszta sama zacznie . a jesli chodzi o czas dla siebie ? poprostu nie bierz na powaznie wszystkich zadan domowych :) wierz mi :) nie uciekna , ale wiele poczekac moze :) juz ja przy moich szkarabach sie tego nauczylam :) dla mnie jest wazniejsze to zeby moje serduszka byly szczesliwe , a beda jesli ich mama bedzie :) pozdrawiam :) Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
anett
2014-02-10 15:30:24

re: List od Kasi

Droga Kasiu wiem co czujesz jesli chodzi o odleglosc poniewaz ja mam meza obcokrajowca z niemiec przez 2lata zylismy na odleglosc dopiero od stycznia mieszkamy w niemczech i wbrew pozorom skype jest bardzo czasochlonny i uciazliwy zarazem. bedac w ciazy chcialam rozmawiac z mezem a pomimo to ne mialam czasu a z dzieckime to juz w ogole tymbardziej ze mialam lepsza sytuacje niz ty poniewaz mieszkalam z mama i mi bardzo duzo pomagala. rodzina meza jest bardzo nietolerancyjna nie mozna oceniac ludz ... i po nieskonczonych studiach itd. niech sie zamienia z toba sytuacja to wtedy zmienia podejscie nie wszystkie dzieci sa takie same ja wiem co mialam z moim malym i co mama dalej a jak maja kolezanki z tym ze tesciowa akurat mnie podziwia jak ja daje rade z nim skoro ona go wezmie na 2h i nawet do toalety wyjsc nie moze a maly ma dopiero 5mies. a tesciowej powiedz ze twoje 1 dziecko moze potrzebuje wiekszej uwagi niz dwoje troje jej corek. ja to bym z nimi ograniczala kontakt do minimum bo po co ci rodzina ktora cie nie docenia. wyzal sie mezowi niech on z nimi pogada bo w koncu to ty i dziecko jestescie najwazniejsi w jego zyciu albo jesli to mozliwe wyjedzcie do niego.. powiem ci tylko jedno masz wspanialego synka ktory pewnie jak sie usmiechnie to jest najwazniejsze na swiecie i pomysl ze usmiech jest dla ciebie i ze wiez jaka cie laczy z synkiem jest silna i to co ty masz oni nie beda miec i niestety twoj maz tez poniewaz on nie jest tak bliski malemu jak ty.. a do dziadkow nigdy nie pojdzie poniewaz nie sa z nim na codzien tylko ty.. i to jest twoja chluba.. twoj maz nie widzi pierwszych zabkow usmiechow ze zrobionej rzeczy to wszystko jest dane tobie to ty masz szczescie to wszystko ogladac.. wyobrazam sobie jaka jestes samotna ale pomysl sobie jak masz miec taka rodzine jak rodzina meza to lepiej byc samemu bo masz spokoj gdyz oni nie sa tego warci skoro dla nich licza sie tylko studia praca pieniadze dorobek..pozdrawiam cie i zycze sily duzo sily do przetrwania tych trudnych chwil.. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
samotna_wśród-tłumu
2014-02-10 14:46:19

re: List od Kasi

Kasiu, moja sytuacja jest inna, ale doskonale wiem co czujesz. Mieszkam wraz z mężem i małym synkiem za granicą. Cała moja rodzina i przyjaciele zostali w Polsce. Tutaj mam tylko koleżanki, które mogą na mnie liczyć (ja na nie... raczej sporadycznie). Mój mąż pracuje po 12 godzin. Jak ma wolne, to zamyka się w swoim świecie (komputer, odsypianie itd. zawsze znajdzie się coś ciekawszego niż żona i dziecko). Co prawda pomaga mi przy małym, ale jak patrzę na ten jego zapał do p ... omocy, to wolę sama sobie poradzić. Codziennie staram się rozmawiać z mamą na Skype, ale to jednak nie to samo. Czuję się równie samotna jak Ty i niestety nie mam na to lekarstwa. Mój mąż nie powiedział mi nigdy wprost, że on musi mnie utrzymywać (wcześniej pracowaliśmy oboje), ale od czasu, gdy urodziłam syna, traktuje mnie trochę z góry. Nie wspomnę o tym, że nasze małżeństwo to papierek. Rozmawiamy służbowo (o rachunkach, zakupach, pieniądzach, o jego pracy - o tym może mówić godzinami), czułości nie ma w tym żadnej. Ostatnio, jak chciałam spędzić z nim wieczór, delikatnie dał mi do zrozumienia, że jest zajęty. Marne to pewnie dla Ciebie pocieszenie, ale nie jesteśmy jedyne z takimi problemami... Najlepsza droga to się wypłakać, wygadać, wykrzyczeć - najlepiej w nocy, w poduszkę, albo gdzieś w parku. Tak, żeby nikt nie słyszał. Rano podnieść głowę wysoko, ubrać się, umalować i uśmiechnąć. Na dzień dzisiejszy nie widzę innego wyboru. Trzymaj się kochana i poddawaj się! Jesteś bardzo dzielna i podziwiam Cię, że zostałaś sama z córeczką. Poświęcaj jej jak najwięcej czasu, a za kilka lat, kiedy to do Ciebie przyjdzie się przytulić i poradzić, a nie do ojca, będziesz miała satysfakcję! A on nigdy straconego czasu nie nadrobi. Niestety. Najważniejsze, że masz dla kogo być silna. Pozdrawiam Cię gorąco! Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
maminka
2014-02-10 14:11:59

re: List od Kasi

Kasienko, ja mam podobnie co prawda moj maz na miejscu ale wiecznie zapracowany nawet gdy jest w domu to niema czasu nawet chwili by sie oderwac od komputera.... a ja mam 12 letniego syna ktory potrzebuje ciagle czegos a najbardziej zainteresowania i malenka 5 miesieczna coreczke jestem teraz na wychowawczym .Czuje sie jak ty nie wyspana i zmeczona ale moj maz i tak twierdzi ze to on najciezej pracuje i jest zmeczony.A co do tesciowej ona uwaza ze ja zyje za pieniadze mojego meza ....tylko zapom ... niala ze ja tez pracuje i to na dwa etaty bo w pracy ( aktualnie jestem na wychowawczym ) i w domu ata praca przy dzieciach nigdy sie nie konczy ale milosc do dzieci pomaga przetrwac wszystko. A tesciowa chyba juz zawsze bedzie myslala ze jej syn wykancza sie i w pocie czola pracuje a ja szastam jego kasa i leze z brzuchem do gory, tak jak jego siostra tylko przyglada mi sie i twierdzi ze wydaje jej brata pieniadze. Ale do cholery ! przecierz ja tez pracuje i to sa jego dzieci a nie z" Marsa" jakies ufoludki . Wiec kochana glowa do gory bo wszystkie tesciowe to czarownice ....:) pozdrawiam czymaj sie :) Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz