List od Natalii

Natalia porusza temat zwyczajów panujących na placach zabaw. Naszym zdaniem ciekawy temat. Co o tym sądzicie, drogie Mamy?

letter box

Piszę do Was kochane Supermamy, bo wydaje mi się, że to jest najlepszy sposób, by rozwiązać moje wątpliwości. Mam dwuletniego synka. Jest to bardzo kochane i grzeczne dziecko i nie jest to moja opinia zaślepionej matki, ale innych postronnych osób też. Mieszkam w Warszawie, ale nie pochodzę stąd, jestem z małego miasta spod Krakowa. Moje dziecko wychowuję na dobrego człowieka, w otwartości na ludzi. Sama nie jestem zbyt śmiała i pewna siebie, ale staram się, żeby mój synek nie był taka „ofiara losu” jak ja. Robię wszystko tak, żeby nie bał się ludzi.

Chodzi mi o taką delikatną sprawę, że nie umiem się po prostu zachować na placu zabaw jak z nim wychodzę. Teraz jest ładna pogoda, często chodzimy na dwór, nawet dwa razy dziennie, a mój synek ciągle chce „buju buju” i do „plaskownicy”. Coraz gorzej się czuję niestety, bo przerażona jestem zachowaniem innych mam. Chociaż nie wiem czy to mamy czy opiekunki, bo u nas na osiedlu w sumie mało jest mam w ciągu dnia z dziećmi raczej dużo pracuje. Ja jestem na wychowawczym. Wcześniej, jak mój synek się tak nie bawił i nie lgnął do dzieci, to nie zwracałam na to aż tak uwagi co się dzieje na placach zabaw.

Komentarze (3)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Sylwia
2014-05-07 14:34:08

re: List od Natalii

Ja również mam 2letnie dziecko, jednak mieszkamy w dużo mniejszym mieście niż autorka listu. Na szczęście u nas nie ma takich sytuacji, jak jesteśmy na placu zabaw to dzieci dzielą się zabawkami i to z dużą aprobatą swoich mam. Na szczęście, bo zgłupiała bym gdyby u nas było tak jak w liście autorki. Sama ciągle pouczam swoją córkę by dzieliła się swoimi zabawkami, bo bez problemu może korzystać z zabawek innych dzieci. I wg mnie takie zachowanie jest właściwe.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
2014-05-07 12:39:02

re: List od Natalii

Piaskownica była jednym z głównych powodów, dla których podjęliśmy dość radykalną decyzję o wyprowadzce z Warszawy. Akurat jesteśmy Warszawiakami, więc przeniesienie się na wieś było obarczone dużą dozą strachu. Nie mogliśmy i nie chcieliśmy zgodzić się na wychowywanie dzieci na nadętych egoistów mierzących swoją wartość stanem konta rodziców albo samochodem taty. Sytuacje jakie obserwowaliśmy były jednak trochę inne Mamy zazwyczaj porzucały dzieci w piaskownicy ... i zajmowały się sobą, podziwianiem nowych torebek, manicure, fryzur itd, itp. Dzieci pozostawione same sobie prowadziły regularną wojnę o foremki, wiaderka i huśtawki używając wszelkich metod włączając bicie, szarpanie, sypanie piachem w oczy czy niewybredne przekleństwa. Jak kiedyś zwróciłam jakiemuś dziecku uwagę, to matka napadła na mnie twierdząc, że takie jest życie i dzieci się muszą od małego uczyć jak sobie radzić. Tylko, że to, jakie to życie jest zależy od nas - dorosłych, bo to my je kształtujemy. Matki reagowały tylko wtedy, kiedy brudzone było jakieś wymuskane ubranko, bo jak wiadomo, dziewczynkom na place zabaw zakłada się białe sukienki. Od kilku lat mieszkamy na wsi, plac zabaw zbudowaliśmy sobie wspólnie z sąsiadami. Dzieci mają na nim wspólne zabawki (zazwyczaj rodzice sami przynoszą zabawki do wspólnego użytku), wolą jednak robić je sobie sami z patyków, kamieni i tego co znajdą. Nikt nie ocenia nikogo po ubraniu i samochodzie, dzieci brudzą się dowolnie i uczą trudnej sztuki mediacji i negocjacji ;). Jak rodzice mają czas to ktoś pilnuje a jak nie to starsze dzieci pilnują młodszych. Dla mnie to właśnie jest życie. Czytaj więcej...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
MM
2014-05-07 19:59:48

Super :) te wspólne zabawki i wspólny plac zabaw ma się rozumieć.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz