Makabryczna pasja Teresy Russon. Kobieta wykonuje "kopie" zmarłych dzieci

Teresa Russon straciła syna i matkę w tym samym czasie. Oboje zmarli w odstępie pięciu miesięcy. Aby poradzić sobie z cierpieniem, postanowiła zastosować osobliwą autoterapię...

Teresa Russon

Teresa Russon, 51-latka z Wielkiej Brytanii, 10 lat temu, kiedy straciła dwoje najbliższych sobie osób, mamę i syna, aby nie pogrążyć się w rozpaczy do reszty, znalazła dla siebie bardzo ciekawą formę terapii. Tworzenie lalek "Reborn". Kiedyś pisałyśmy o tym rodzaju lalek TUTAJ.

Kiedy Teresa wykonała pierwszą lalkę, zrozumiała, że praca nad nią przyniosła jej wielką ulgę w smutku, który czuła. Odreagowała w ten sposób. Postanowiła zrobić kolejną, i znów kolejną. Tak do dziś dnia, wykonała już ponas 250 lalek. Obecnie robi je dla par, które straciły dziecko. Wykonuje kopie tych dzieci.

Teresa otrzymuje od klientów różne zlecenia, niekiedy bardzo dziwne, takie jak wykonanie kopii zmarłej małej małpki, która była pupilką rodziny.

Wykonanie jednej lalaki zajmuje nawet 6 miesięcy. Na koniec, by kopia uzyskała bardzo realistyczny wygląd, Teresa "wypieka" ją w piekarniku, w temperaturze 150 stopni Celsjusza.

Za jedną lalkę Teresa "kasuje" nawet 350 Funtów. Robi je dziś już wyłącznie na zamówienie. Nie zatrzymuje żadnej dla siebie. Cena lalki uzależniona jest od ilości i rodzaju silikonu, którego musi użyć do wykonania lalki. Aby lalka miała delikatną, wyglądającą na ludzką, "skórę", Teresa musi użyć najwyższej jakości silikonu. Opowiadając o swoim specyficznym hobby Teresa mówi: "Kiedy zmarł mój syn, nie mogłam spać, nie mogłam jeść, jedyne co mogłam robić, to malować i tylko to poprawiało mi nastrój".

"Zanim umarła moja mama" - opowiada Teresa, "malowałyśmy razem porcelanowe lalki przez 20 lat. Teraz, za każdym razem, gdy pracuję nad jakąś lalką Reborn, czuję się bliżej mojej mamy".

Początkowo Teresa kształciła się na manikiurzystkę, a porcelanowe lalki zaczęła malować, by pomóc w tej pracy swojej matce. Ta chorowała na reumatoidalne zapalenie stawów, przez co w pewnym momencie przestała móc tak wiele pracować, bo niemal całkowicie zesztywniały jej palce u rąk. Teresa wspierała ją więc swoim talentem. Jej matka zmarła w 2005 roku, w wieku 80 lat, a 5 miesięcy później 21-letni syn Teresy popełnił samobójstwo.

Lalki, które wykonuje Teresa wyglądają rzeczywiście jak prawdziwe dzieci! Nie mogłabyś się żadną z nich bawić. "Odruch każdej osoby, która widzi lalkę Reborn jest taki, że chce ją wziąć w ramiona i troszczyć się o nią" - mówi Teresa. Nie zrozumie tego do końca nikt, kto nie stracił własnego dziecka. Rodziny pogrążone w żałobie po takiej stracie zyskują dzięki lalkom Reborn coś, co trudno opisać.

Teresa mówi, że wykonywanie lalek i malowanie ich to nadal jest dla niej pewien rodzaj ucieczki od smutku i wspomnień, bo pustki po śmierci, zwłaszcza śmierci ukochanego syna, nic nie jest w stanie do końca wypełnić, ale czuje też satysfakcję ze swojej pracy, bo wie, że dzięki temu, co robi, pomaga też innym uporać się z traumą utraty dziecka. 

Na następnych stronach zobaczcie zdjęcia Teresy "w pracy" oraz dzieła jej osobliwej pasji.

 

 

Komentarze (1)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
2015-08-08 09:52:58

re: Makabryczna pasja Teresy Russon. Kobieta wykonuje

Bardzo dziwna terapia. Nie wiem czy poczuła bym ulgę gdybym miała kopie mojego zmarłego dziecka. Psychoza...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz