Czy nasze pokolenie zostało ogłupione przez telewizję?

Mówią, że dziecko w ogóle nie powinno mieć nic wspólnego z telewizorem. Czy aż tak?

oglądanie telewizji

 

Obrazek: kaseta magnetofonowa, ołówek. Podpis: „Jeśli wiesz, co łączy te dwa przedmioty, to znaczy, że miałeś najfajniejsze dzieciństwo na świecie”. Takich memów jak ten, z nostalgią przywołujących lata 90., jest całkiem sporo. Nic dziwnego – powodów, żeby ciepło wspominać czasy, kiedy byłyśmy dziećmi, najczęściej nie brakuje. Prosta sprawa: nikt nie woził nas na zajęcia z baletu, judo i hiszpańskiego, grałyśmy z koleżankami w gumę na podwórku, łaziłyśmy całą paczką do osiedlowego spożywczaka („Mamo! Rzuć złotówkę!”) na oranżadki w proszku i najtańsze lody, jadło się niemyte owoce, dyskutowało, czy Milargos i Ivo wreszcie będą razem albo czy Manuela złamała zasady i powinna wylecieć z domu Wielkiego Brata…

Zaraz, zaraz. Przecież myśmy się wychowały na trzepaku, a dopiero dzisiejsi kilku- i kilkunastolatkowie systematycznie ogłupiali się (i ogłupiają) telewizją!

Zapomniał wół...

Wygląda na to, że oglądanie telewizji w dzieciństwie (nawet jeśli nie leciały w niej najambitniejsze rzeczy pod słońcem) nie przekreśla szans na to, żeby wyrosnąć na niegłupią babkę czy całkiem sensownego faceta. Szkopuł tkwi jednak w proporcjach – bo jednak to podwórko i gra w gumę nie wzięły się z księżyca – i, oczywiście, w tym, co oglądamy.

 

Komentarze (0)

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz